Maciej Cholewiński

Z zawodu jest archiwistą (w Muzeum Sztuki w Łodzi), jego pasje to pisanie felietonów o sztuce i artystach oraz kibicowanie łódzkiemu Widzewowi.

Czy mi się wydaje, czy naprawdę jest jakoś nerwowo? Serio pytam, bo do mojej bardzo podmiejskiej ulicy na skraju lasu niewiele dociera. Sam też raczej nie staram się dowiedzieć, bo – ujmę to nieco fatalistycznie - jak ma coś przyjść, to i tak przyjdzie.
„O ciebie chodzi, gdy płonie dom sąsiada”, zatytułował swój łódzki pokaz Tomasz Kulka. To niestety jest możliwe. Ucieszyłem się, kiedy zobaczyłem na afiszu nazwisko autora. 
Przedtem (przed czem?) nie zwracałem na nie uwagi. Ot, były zawsze i wszędzie. Aż przeczytałem książkę o działającej w międzywojennym Lwowie grupie Artes, do której należeli m.in.: Włodarski, Lille, Janisch. Surrealiści. 
Tego wieczora czułem się w Atlasie Sztuki jak u siebie na stadionie. Tłumy. Rozgorączkowane. Alkohol i papierosy. Dużo znajomych. Jeden poeta zjawił się nawet w szaliku naszej drużyny…
Uczestniczyłem kiedyś w sporze, który dotyczył zagadnienia, czy jakość dźwięku słuchanej muzyki ma znaczenie. Twierdziłem, że w zasadzie nie, ponieważ ważniejsze są okoliczności, w jakich się słucha, nastrój, z kim się słucha, gdzie...
To jedna z najbardziej muzycznych wystaw, jakie widziałem, choć nie ma w niej żadnego dźwięku, ani jednej nuty. Cóż więc wspólnego ma z muzyką sztuka Pawła Kwiatkowskiego?
Człowiek jest oszołomiony, zdumiony, zachwycony, często się zamyśla. Milczy. Co tu mówić, choć przecież chciałoby się to jakoś opisać, podzielić się z kimś, odwdzięczyć się komuś za wszystko.