Proszę określić gdzie leży problem:
Proszę wpisać wynik dodawania:
1 + 3 =
Link
Proszę wpisać wynik dodawania:
1 + 3 =

Kino „faktów autentycznych”

Film dokumentalny to według oczywistych skojarzeń odzwierciedlenie rzeczywistości. Teoretyk Marek Hendrykowski określa go nawet jako film faktów. Jego odrębność często jednak zaciera się, budząc poważne wątpliwości choćby wśród jurorów festiwali.
Nierozstrzygnięty spór o to, czy film „Nawet nie wiesz, jak bardzo cię kocham” Pawła Łozińskiego jest dokumentem, spowodował, że podczas Festiwalu Mediów „Człowiek w Zagrożeniu” w 2016 roku pierwszy raz w 27-letniej historii imprezy Grand Prix przyznano dwóm tytułom.

Coraz powszechniejsze przenikanie się rodzajów filmowych dostrzegli programatorzy tegorocznej edycji Forum Kina Europejskiego Cinergia. Fabuły, dokumenty i animacje w Konkursie Polskich Debiutów i Filmów Drugich umieścili w jednej kategorii. Krytycy na festiwalu Kamera Akcja przyglądali się dokumentom kreacyjnym Piotra Stasika, który twierdzi, że obiektywizm dzieła filmowego jest utopią. Już samo postawienie kamery w jakimś miejscu określa świat przedstawiony zgodnie z wolą autora. Z drugiej strony świadomość bohatera, że jest obserwowany przez kamerę, zmienia go.
W polskim dokumencie tak było zawsze. Jego „artystyczność”, według badaczy, to nawet nasza specyfika. Od realizatorskiej ascezy, unikania ingerencji i inscenizacji, przez inspirowanie wydarzeń, ale połączone z poczuciem odpowiedzialności za bohatera, po łączenie z fabułą, manipulowanie bohaterami, a wreszcie tworzenie fikcyjnego dokumentu w formie animowanej kroniki. Przeglądem rozmaitych postaw twórczych we współczesnym dokumencie może być choćby zestaw laureatów Białej Kobry – Grand Prix Festiwalu Mediów „Człowiek w Zagrożeniu”, którego pierwsza edycja odbyła się w 1990 roku. „Miejsce urodzenia” Pawła Łozińskiego (Biała Kobra 1992) to przykład dokumentu historyczno-biograficznego. Kamera towarzyszy Henrykowi Grynbergowi, który przybywa z emigracji, aby rozwikłać zagadkę wojennych losów swojej rodziny – śmierci ojca i młodszego brata. Scena finałowa, w której pisarz szlocha, trzymając w rękach czaszkę ojca, poraża autentyzmem i jest pierwowzorem kluczowej sceny w późniejszej o 20 lat oscarowej „Idzie”. Nie mamy wątpliwości, że to, co oglądamy u Łozińskiego, wydarzyło się naprawdę.

Na drugim biegunie sytuuje się film Henryka Dederki „Witajcie w życiu” (Biała Kobra 1997) opowiadający o działaniach korporacji handlowej Amway. Reżyser w dużej mierze oparł swój film na inscenizacji i prowokowaniu wydarzeń, a część bohaterów nie miała pojęcia, jak zostaną wykorzystane ich wypowiedzi przed kamerą. Wydaje się jednak, że był to jedyny sposób, by dotrzeć do prawdy o zamkniętej niczym sekta organizacji. Dokument nigdy nie został dopuszczony do rozpowszechniania w efekcie procesów sądowych, które Amway oraz prywatne osoby wytoczyły producentowi (Contra Studio) i autorowi. Dederko triumfował na festiwalu po raz drugi w 2014 roku filmem „Witajcie w bezdomności”, niemal w całości zainscenizowanym, ale opowiadającym o prawdziwych bezdomnych ze schroniska Brata Alberta w Łodzi.

Bogdan Sobieszek


Dalszy ciąg artykułu w styczniowym KALEJDOSKOPIE, który można znaleźć w kioskach Ruchu, Salonikach Prasowych, Empiku i Łódzkim Domu Kultury. Dostępny jest także w prenumeracie: https://prenumerata.ruch.com.pl/prenumerata-kalejdoskop-magazyn-kulturalny-lodzi-i-wojewodztwa-lodzkiego

Kategoria

Film