Wojna wokół nas | Kalejdoskop kulturalny regionu łódzkiego
Proszę określić gdzie leży problem:
Proszę wpisać wynik dodawania:
4 + 9 =
Link
Proszę wpisać wynik dodawania:
4 + 9 =

Wojna wokół nas

„Igrając z diabłem”

36. Festiwal Mediów „Człowiek w Zagrożeniu” otworzyła „NAZA” w reżyserii Yuvala Abrahama i Rachel Szor – twórców, którzy zasłynęli dzięki nagrodzonemu Oscarem „No Other Land”. W konkursie filmów dokumentalnych zwyciężyło „Igrając z diabłem” Piotra Małeckiego i Maćka Nabrdalika. Wojna była motywem przewodnim tegorocznego festiwalu. To, co się dzieje bliżej i dalej od naszej granicy, nie może nam spowszednieć. Boimy się tego, ale może rozmowy po seansach choć odrobinę pomogły ów lęk oswoić. Pisze Jakub Wiewiórski, dyrektor festiwalu.
Zacznijmy od filmu otwarcia, po którego napisach końcowych zapadła cisza. W Wenecji, gdzie był on jedynym dokumentem w konkursie głównym, dostał owację na stojąco i Nagrodę Specjalną Jury. Jak wygląda „NAZA” od strony filmowej? Rozmówcy – żołnierze i oficerowie wywiadu – siedzą w ciemności na dachach budynków z widokiem na Tel Awiw, ich głosy i wygląd zmieniono cyfrowo. Znajdujący się naprzeciw nich Abraham zadaje pytania. Film opiera się na jego śledztwach dla „+972 Magazine”, „Local Call” i „Guardiana”. Rozmówcy opowiadają, jak w Strefie Gazy wybierano cele. Szkicują markerem schematy systemów: algorytmu Lavender, który na podstawie danych z telefonów typuje domniemanych bojowników, i procedury „Where’s Daddy?”, w której szuka się w podsłuchanych rozmowach słów dziecka o tacie i domu, żeby ustalić, że cel jest na miejscu. Jeden z żołnierzy porównuje wybieranie celów do gry wideo, inny opowiada o obrazie z drona, na którym psy jedzą ciała. Między rozmowami kamera zagląda w okna sąsiednich mieszkań, gdzie ludzie oglądają wiadomości albo ćwiczą jogę. Gdy takie ujęcia przeplatają się z relacjami rozmówców, tytuł (hebrajski skrót od „nezek agavi”, czyli szkody ubocznej) staje się nie tylko jasny, ale też porażający: szkodą uboczną są cywile, których śmierć wojsko akceptuje, uderzając w cel.

Reakcje na film były skrajne. W Izraelu minister kultury Miki Zohar nazwał go haniebnym i zapowiedział, że natychmiast zajmie się odebraniem reżyserom obywatelstwa. Premier Benjamin Netanjahu mówił o wkładzie w „globalne podżeganie antysemickie”, a miesiąc później zażądał od prokurator generalnej, szefa sztabu i szefa Szin Bet, czyli izraelskiej służby bezpieczeństwa wewnętrznego, ustalenia tożsamości wszystkich, którzy w filmie występują, oraz postawienia reżyserów przed sądem. Armia odpowiedziała, że nigdy nie zatwierdziła ataku z około 500 spodziewanymi ofiarami cywilnymi, że systemy sztucznej inteligencji nie wybierają celów, a Lavender jest bazą dla analityków. Część krytyków zarzucała filmowi brak weryfikowalnych źródeł. Z drugiej strony ponad tysiąc izraelskich filmowców podpisało list poparcia, a Europejska Federacja Dziennikarzy nazwała groźby próbą zastraszenia. Głos zabrał także Etgar Keret, który w ironicznym tekście napisał: „Ci nienawidzący samych siebie izraelscy filmowcy nie idą na nas z nożami, tylko dzierżą lustro”.

Inne spojrzenia na Gazę

Pozostałe trzy filmy o Izraelu i Gazie pokazały obraz wojny oglądany z innych miejsc. Daniele Rugo nie mógł wjechać do Gazy, więc „Life Support” zrobili ci, którzy tam byli: lekarze-wolontariusze, w większości z Wielkiej Brytanii, będący na krótkich misjach w tamtejszych szpitalach. Filmowali telefonami i laptopami, a Rugo zmontował z tego wojnę widzianą z sali operacyjnej.

Anat Even wychowała się w kibucu Nir Oz, którego mniej więcej jedna czwarta z 400 mieszkańców 7 października 2023 roku została zabita lub uprowadzona przez bojowników Hamasu. W „Upadku” Even wraca tam krótko po ataku i przez ponad dwa lata kamerą z ręki filmuje wzdłuż ogrodzenia ze Strefą Gazy: nakryte jak do kolacji stoły w pustych domach, pawie w opuszczonych ogrodach, czołgi i spychacze na polach. Do Gazy nie wchodzi, z oddali widać dym i wybuchy.

„Morderstwo Rabina” – którego pomysłodawcą i scenarzystą jest dziennikarz śledczy Yossi Melman – to film zrobiony w 30. rocznicę zamachu. Wraca do roku 1995 i do tego, co poprzedziło strzały: plakatów z premierem w mundurze SS, rabinicznych orzeczeń, wiecu na placu Syjonu. Sięga do teorii spiskowych, które po zamachu zaczęły żyć własnym życiem. Melman urodził się w Polsce, jako dziecko wyjechał do Izraela i od dekad pisze w „Haaretzu” o wywiadzie i służbach. Był gościem festiwalu, rozmawiał z Dariuszem Rosiakiem z „Raportu o stanie świata”. Łódź ma w tej opowieści własny wątek: film „Pod dachami Hulonu” Edwarda Etlera z 1994 roku o Żydach, którzy wyjechali z Polski i mieszkają w Hulonie koło Tel Awiwu, pokazany na festiwalu dzięki producentowi Jackowi Gwizdale.

Brak nadziei

Co robi wojna, widać najlepiej, gdy kamera zostaje w konkretnym miejscu dłużej. „Do You Love Me” Lany Daher zaczyna się od planszy: w libańskich szkołach nie uczy się historii najnowszej. Potem jest Bejrut złożony z cudzych obrazów: plaża i Corniche, targ z owocami, samolot linii MEA, wesela, starsi panowie grający w karty, a między nimi wybuchy, wypalone samochody i domy bez ścian. Nie ma narratora, rozmów do kamery ani żadnego bohatera, nie ma też chronologii. Daher stworzyła film, czerpiąc z ponad 20 tysięcy źródeł. Pracowała nad nim przez blisko dekadę. W finale dokumentu mężczyzna wypełnia formularz z datą powrotu do Libanu, pisząc „return?”. Wtedy ekran robi się czarny.

Czarne są nasze myśli, gdy przenosimy się do obwodu donieckiego. W spalonej szkolnej sali Natasha tańczy swój taniec maturalny z 2018 roku, tyle że z żołnierzem zamiast kolegi z klasy. Dzieje się to w Marjince, mieście na wschodzie Ukrainy, którego już nie ma. Pieter-Jan De Pue nakręcił „Mariinkę” na taśmie 16 mm, bo to nie wymaga prądu ani generatora, i filmował tam od 2016, sześć do ośmiu miesięcy w roku. W Doniecku poznał Rusłana, który walczył po stronie separatystów i opowiedział mu o braciach z domu dziecka w Marjince. Rusłan walczy po stronie rosyjskiej, Mark po ukraińskiej, a Daniil, adoptowany do Mississippi, ogląda to z drugiego końca świata. Po pełnoskalowej inwazji reżyser do swej opowieści dołączył dwie bohaterki: Natashę, byłą bokserkę, która została sanitariuszką bojową, i Angelę, przemytniczkę jeżdżącą przez linię frontu na rowerze. Rosja ogłosiła zdobycie Marjinki w grudniu 2023 roku. Nie został w niej ani jeden cywil.

Unikaj zdjęć

O młodych ludziach zza naszej wschodniej granicy opowiadał „DWIŻ” Aliaksandra Haradki, wyprodukowany przez Biełsat. Bohaterami są fani białoruskiego rapera Maksa Korża – Ukraińcy, Białorusini i Rosjanie – którzy jadą do Warszawy na jego koncert na Stadionie Narodowym. Wszystkie bilety (60 tysięcy) rozeszły się w pięć dni. Polskie media opisywały głównie policyjny bilans wieczoru – cytuję: „109 zatrzymanych i postępowania o opuszczenie Polski wobec 63 cudzoziemców, w tym 57 Ukraińców i sześciu Białorusinów”. Film pokazuje ten sam tłum od środka, jako subkulturę „dwiżu”: dystans wobec polityki, żadnych podziałów narodowych, życie tu i teraz. Strach był obecny też na widowni: młodzi ludzie z Białorusi prosili, by nie robić im zdjęć.
Metody białoruskiego reżimu przybliżali po pokazach Aleksy Dzikawicki, współzałożyciel Biełsatu, i Andrej Kuciła, reżyser, który od kilku lat mieszka w Łodzi i był u nas świeżo po pokazach swojego nowego filmu („Letters from the Silenced Country”) w Wenecji, gdzie dostał Golden Globes Impact Prize dla dokumentu.

Dzikawicki w rozmowie z widzami rozwinął wątek strachu. Podkreślał, że nawet zdjęcia z pozornie neutralnych miejsc mogą stać się przyczyną represji. Sam nasz gość w 2021 roku trafił na tydzień do aresztu za tekst o planowanych fałszerstwach wyborczych. Andrzej Poczobut, dziennikarz i działacz polskiej mniejszości, spędził w białoruskim więzieniu 1860 dni. Wolność odzyskał w wymianie więźniów, a jego portret „Zwykły człowiek” Patryka Szczepaniaka i Konrada Szczygła z TVP znalazł się w konkursie reportaży wideo.

Innym filmem, o którym chcę wspomnieć są „Zapiski prawdziwego przestępcy”. Zaczynają się sceną, w której syn dzwoni z Kijowa 24 lutego 2022 roku i podstawia ojcu słuchawkę, żeby usłyszał rakiety. Ojciec, producent Alexander Rodnyansky, po latach spędzonych w Moskwie musiał uciekać za sprzeciw wobec wojny. Rosyjski sąd skazał go zaocznie na osiem i pół roku więzienia za jej krytykę.

Kolejny wyrok z października 2024 roku dotyczył wpisów Rodnyansky’ego na Instagramie o ostrzale szpitala położniczego w Mariupolu, które moskiewski sąd uznał za „fejki”. Jego film, zrobiony wspólnie z Andriyem Alferovem, to osobisty esej z jego własną narracją: rodzinne archiwa, Babi Jar, Czarnobyl, referendum niepodległościowe z 1991 roku, zestawione z wideo z obecnej wojny i z rozmowami telefonicznymi jeńców.

W reportażu TVN „Rabota w Polsze” rosyjskie służby werbują imigrantów ze wschodu przez komunikator. Do lutego 2025 roku w Polsce zatrzymano 55 osób podejrzewanych o dywersję. Piotr Świerczek oparł swój reportaż na 105 tomach akt. Są w nich zdjęcia i filmy nagrane przez samych sprawców i czaty, w których żartują, że są jak Bond.

Wojna na Festiwalu Mediów to także dokumenty historyczne Krzysztofa Talczewskiego. Łodzianin z urodzenia (rocznik 1959) od 1983 roku mieszkał we Francji, gdzie zrobił około czterdziestu filmów dla francuskich telewizji. Zmarł w 2022 roku. Zaprezentowaliśmy trzy jego filmy o wojnie: „Niepodległość” i „Wojnę światów” obejrzały wcześniej miliony telewidzów. Natomiast „Jugosławia” z 1992 roku była unikatem. Jego imię nosi Nagroda Specjalna festiwalu. Agnieszka Holland, przewodnicząca kapituły, wręczyła ją Maciejowi Drygasowi.

Lokomotywy z fabryk, salonki z kelnerami, pokaz mody w jadącym pociągu. Potem te same koleje wożą żołnierzy na front, rannych z frontu, dzieci ewakuowane z Londynu i wagony towarowe do Auschwitz-Birkenau. Tak wyglądają „Pociągi”, ostatni film Drygasa, zbudowany wyłącznie z materiałów archiwalnych: blisko 600 ujęć z 46 archiwów, które wybierał razem z montażystą Rafałem Listopadem, w tym roku jurorem festiwalu.

Poszarpany montaż

Jasia Reichardt urodziła się w Warszawie w 1933 roku. Jej rodzice zginęli w Treblince, ją ukrywano pod cudzym nazwiskiem w Otwocku. Po wojnie została odnaleziona przez ciotkę Franciszkę i zabrana do Anglii. Franciszka i Stefan Themersonowie robili w latach 30. pierwsze w Polsce filmy eksperymentalne. O tej rodzinie i o drugiej wojnie światowej opowiada konkursowy film Marcina Borchardta „Moi Themersonowie”, a narratorką jest sama Reichardt. Poszarpany montaż ma oddawać rozpad, do jakiego przyczynia się wojna.

Stefania Świeca była jedną z pierwszych kobiet na reżyserii w łódzkiej Szkole Filmowej. W czasie wojny jej rodziców i młodszą siostrę wywieziono do Treblinki, męża zabrano na Majdanek, a syn, urodzony w bunkrze, zmarł po kilku dniach z głodu. Po wojnie zrobiła jedną etiudę. „Rafał z lasu” to opowieść o partyzantach ukrywających dwóch Żydów zbiegłych z transportu. Autorka została usunięta ze szkoły i zniknęła z historii kina. Maja Górczak z tej etiudy, archiwów szkoły i fragmentów prawie trzydziestu filmów kręconych w Łodzi zmontowała 13-minutowy film studencki „Żeby tylko nas nie znaleźli”.

W 1919 roku poeta Gabriele D’Annunzio z garstką legionistów zajął Rijekę i rządził nią szesnaście miesięcy. Urodzony w Rijece Igor Bezinović odtworzył to w „Fiume o morte!” z ponad 300 mieszkańcami, którzy grają własnych przodków. D’Annunzia gra siedmiu łysych amatorów, wśród nich muzyk, zamiatacz ulic, były generał i weteran wojny w Chorwacji. Film krytycy określają jako „punkowy w tonie”: czerwony kabriolet na czele konwoju ciężarówek, salon paznokci w roli siedziby wodza, przemówienie z balkonu, gdy na placu stoją tylko żona i syn aktora. Film dostał Europejską Nagrodę Filmową dla najlepszego dokumentu.

Filmem o wojnie jest na swój sposób także „Tajemnica Gwiaździstej Eskadry” Jana Borowca: o szukaniu filmu, który zaginął z powodu wojny. „Gwiaździsta eskadra” Leonarda Buczkowskiego z 1930 roku była najdroższą polską superprodukcją międzywojnia. Opowiadała o amerykańskich lotnikach z Eskadry Kościuszkowskiej, a pierwowzorem jednego z nich był Merian C. Cooper, zestrzelony w 1920 roku, który uciekł z niewoli, a potem w USA nakręcił „King Konga”. Wszystkie kopie „Eskadry” zaginęły w czasie wojny – według jednych źródeł zabrali je Sowieci w 1939 roku, według innych zniszczono je w 1945. Borowiec idzie tropem taśmy przez archiwa i prywatne strychy w Polsce, Stanach Zjednoczonych i Rosji, a całość komentuje animowany Cooper.

28 wojen

O zdjęciach z kostnicy w Vukovarze opowiada Christopher Morris, który sfotografował 28 wojen. Przed żoną i dwiema córkami przez lata ukrywał, co tam widział. Dopiero przed kamerą w filmie „Igrając z diabłem” Piotra Małeckiego i Maćka Nabrdalika po raz pierwszy dzieli się wspomnieniami. Fotografował też Czeczenię, Kosowo, Irak, Libię... Dziś mieszka na przedmieściach Tampy na Florydzie z żoną Vesną, którą poznał w czasie wojen jugosłowiańskich, i dorosłymi córkami. Archiwum trzyma w zamkniętym pokoju. Film Małeckiego i Maćka Nabrdalika jest czarno-biały i powstał głównie w domu Morrisa. Słynnych zdjęć z tych wojen prawie w nim nie ma. Jury nagrodziło „mistrzowską opowieść o traumie świadka dramatycznych wydarzeń”. Uzasadnienie ma dwa zdania i nie pada w nim słowo „wojna”.

Wojna zajmuje też dużą część wystawy „Strefa cienia” Macieja Stanika, którą otworzyliśmy w foyer Muzeum Kinematografii. Stanik fotografuje wojnę w Ukrainie od pierwszych dni pełnoskalowej inwazji: 25 lutego 2022 roku był już w Kijowie. Z reporterką Tetianą Kolesnychenko wydał książkę, w której – jak mówił – chcieli oddać głos bohaterom, nie sobie.

Pełny obraz rzeczywistości

„Człowiek w Zagrożeniu” ma unikatową formułę. Jest festiwalem filmowym, ale od lat oddaje także miejsce twórcom reportaży wideo i audio: mają własne konkursy, jury, nagrody i spotkania. Z 34 tytułów w konkursach 16 to reportaże, po osiem wideo i audio. Ta formuła pozwala pokazywać świat w sposób pełniejszy.

Najlepszym reportażem wideo został „Dom Studenta” Filipa Gierlacha ze Szkoły Filmowej w Łodzi, zrobiony bez zaplecza dużej telewizji. W maju 2024 roku Gierlach zamknął się w akademiku Uniwersytetu Jagiellońskiego ze strajkującymi studentami i pokazał to, co się nie mieści w komunikatach: śniadanie, które trzeba zjeść i zaległy tekst, który trzeba wysłać wykładowcy. Najlepszym reportażem audio została „Miłość w czasach AI” Agnieszki Szwajgier i Doroty Salus z Radia 357. Sztuczna inteligencja, która w filmie „NAZA” wyznacza cele ataku, w reportażu staje się lekiem na samotność. Ta opowieść w pierwszej chwili śmieszy: jak zakochać się w wygenerowanym cyfrowo głosie, ale z czasem śmiech zamiera… „Zrobiłabym to jeszcze raz” Małgorzaty Żerwe to znów wojna. Reporterka wraca na granicę z Białorusią, do miejsc i ludzi, których poznała zimą 2022 roku, kiedy zaczynała się budowa zapory. Teraz zapora już stoi, a na podlaskich cmentarzach przybywa grobów bez nazwisk.

Bywa pogodniej

Festiwal „Człowiek w Zagrożeniu” mówi o trudnych sprawach. Jednak w programie znalazły się też tytuły, które można by odebrać jako pokrzepiające. Przykładem jest nagrodzony film „Kumotry” Emilii Śniegoskiej. Jego bohaterki: Hanka i Bronka są wdowami i kumotrami, czyli matkami chrzestnymi swoich dzieci. Mieszkają w Pleszy, wsi założonej w XIX wieku na rumuńskiej Bukowinie przez polskich górali. Dzieci mieszkają w Hiszpanii i namawiają kobiety do wyjazdu. Ale one nie wyjeżdżają. Wędzą mięso, rąbią drewno, koszą trawę, odśnieżają, a rozmawiają o tym, kto gdzie zostanie pochowany, bo miejsca na cmentarzu mają już wykupione. Żartują, że przydałby się mężczyzna do koszenia albo samochód. Film jest pogodny i urzekający, choć nad głowami lecą samoloty w stronę Ukrainy, a w telewizji idą wiadomości z frontu.

Innym filmem z tego nurtu jest świetny – acz pominięty przez jury chyba jako nieco niepasujący do formuły festiwalu – dokument „Kandydaci śmierci” Macieja Cuske. Są w nim zła babcia, zombie, potwór w niebieskiej masce, spływ tratwą, kosmiczna wyprawa na bezludną planetę. Takie horrory kręcili przez kilkanaście lat Stanisław Cuske (operator nagrodzonego „Silver”) i jego koledzy Rafał i Adrian, a jego ojciec Maciej Cuske organizował to przedsięwzięcie. Zaczęli, kiedy chłopcy mieli po dwanaście, trzynaście lat, a serię zamknęli na trzynastym odcinku. Z 360 godzin materiału pozostało w „Kandydatach śmierci” 95 minut, w których szczere, czasem trudne rozmowy chłopców przeplatają się z komicznymi. Maciej Cuske nie jest tylko obserwatorem: bywa w kadrze, a w jednej ze scen, przy budowie tratwy, mówi synowi, że najbliżej są wtedy, gdy są daleko od siebie.

I jeszcze jeden przykład spoza konkursu. Ojciec uczy syna strzelać i naprawiać samochody, w saunie kłócą się o konie mechaniczne, a kiedy syn zaczyna układać sobie życie z dziewczyną, ojciec zostaje z psem. Tak wygląda fiński „The Beauty of Errors” Jukki Kärkkäinena, specyficzna komedia, której bohaterem jest Tero od kilkunastu lat samotnie wychowujący Henriego. Kiedy zachwalałem film, usłyszałem: „No tak, pozytywny film – ojciec alkoholik straszy syna, że się zabije. Ty to wiesz, jak rozweselić”.

Jakub Wiewiórski

Kategoria

Film