50 lat rozmowy o kulturze | Kalejdoskop kulturalny regionu łódzkiego
Proszę określić gdzie leży problem:
Proszę wpisać wynik dodawania:
9 + 9 =
Link
Proszę wpisać wynik dodawania:
9 + 9 =

50 lat rozmowy o kulturze

„Kalejdoskop” ukazuje się dzięki publicznym pieniądzom. Gdy powstawał w latach 70., nie można było inaczej. Teraz to rzadkość. Ten sposób finansowania zawsze niósł określone konsekwencje dla lokalnego pisma poświęconego kulturze. W PRL – ostatnie miejsce w kolejce po przydziałowy papier i dostępność drukarni. W realiach rynkowych po 1989 roku – konfrontację z oczekiwaniem, że kultura musi na siebie zarobić. Utrzymanie niszowego pisma było więc znacznie trudniejsze. Rewolucja cyfrowa pogorszyła sytuację wszystkich tytułów drukowanych. „Kalejdoskopowi” udało się przetrwać już 50 lat, właśnie dzięki pieniądzom publicznym, pieniądzom nas wszystkich. Stąd płynie dla redakcji podstawowe zobowiązanie i odpowiedzialność. Podtrzymujemy tradycję rozmowy o kulturze.
Czytajcie pisma kulturalne – tak szybko odchodzą
Pragniesz rozśmieszyć wydawców, redaktorów naczelnych, kolegia redakcyjne współczesnych mediów rozwijających swoją obecność w internecie, poszukujących odbiorców w serwisach społecznościowych czy poprzez wyszukiwarkę Google’a? Zaproponuj im materiały dotyczące kultury, nie mające nic wspólnego z emocjonalnym pożyciem celebryckich ekshibicjonistów istnienia.
„Tego nikt nie czyta”, „kultura się nie klika” – to najłagodniejsze określenia, jakie usłyszysz. I niestet, w dużej mierze są one zgodne z prawdą. Kultura, ta wartościowa, w mediach nie jej wyłącznie poświęconych, stała się „elitarna”. Lecz w tym przypadku ani dla niej, ani dla jej odbiorców nie jest to komplementem.

Cały tekst Dariusza PAWŁOWSKIEGO można przeczytać w majowym numerze „Kalejdoskopu” 5/2024.

Wróćmy do początków
Pół wieku temu w łódzkich kioskach Ruchu pojawił się pierwszy numer „Kalejdoskopu”. Bardzo, ale to bardzo różnił się od obecnego: formatem, zawartością, urodą. Do dziś zachowałam brulion, w którym zapisywałam wszystkie informacje o nakładzie i kolportażu. Patrzę dzisiaj – i oczom nie wierzę: w pierwszym roku istnienia pismo ani razu nie miało szans znaleźć się w kioskach w pierwszym dniu miesiąca! Numer czerwcowy, czyli drugi w kolejności, opuścił drukarnię 7 czerwca, wakacyjny – 3 sierpnia (a lipiec już minął…), listopadowy – 17 listopada, zaś grudniowy ukazał się dopiero po świętach (!).

Cały tekst Marii SONDEJ można przeczytać w majowym numerze „Kalejdoskopu” 5/2024.

„Kalejdoskop” na przełomie
Jesienią 1986 r. pojawił się w łódzkich kioskach październikowy numer „Kalejdoskopu”. Pojawił się dość niespodziewanie, bo poprzedni, z grudnia 1981 roku, pozostawał w pamięci jako pożegnalny – zdążył się ukazać przed ogłoszeniem stanu wojennego i rozpędzeniem poprzedniej redakcji z jej redaktorem naczelnym Jerzym Katarasińskim. Gdy kilkanaście miesięcy później w stopce redakcyjnej listopadowego numeru „Kalejdoskopu” z 1987 r. pojawiło się nazwisko Zbigniewa Nowaka jako zastępcy redaktora naczelnego, stało się jasne, że za jego sprawą linia redakcyjna może stać się bliższa środowiskom artystycznym, a nie działaczom partyjnym.

Cały tekst Gustawa ROMANOWSKIEGO można przeczytać w majowym numerze „Kalejdoskopu” 5/2024.

Kategoria

Inne