Kalejdoskop - artykuły | Kalejdoskop kulturalny regionu łódzkiego
Operator jest kimś pomiędzy magiem, artystą obrazu a złotą rączką. Kończąc szkołę, człowiek celuje wysoko, marzą mu się ambitne przedsięwzięcia, współpraca z wybitnymi artystami. W komercji – praca dla prestiżowych marek. Operatorzy z reguły nie narzekają na brak pracy, ale kluczowa sprawa to jakość projektów, w które mogą się angażować. A konkurencja jest duża. Przedstawiamy JANA GROBLIŃSKIEGO, operatora filmowego u progu kariery. Pisze BOGDAN SOBIESZEK.
Aktorom wolno kłamać, a wręcz – im skuteczniej to robią, tym lepiej dla sztuki. Aktor zawsze modyfikował swoją realną postać – wygląd, sylwetkę, charakter własnego ciała – przez charakteryzację, fryzurę i kostium, maskę i koturny. Nigdy jednak nie doprowadził do usunięcia ze sceny własnej prywatności. Bez trudu rozpoznajemy charakterystyczne style ekspresji, wypracowane przez wielkich przedstawicieli tego zwodu. Z kim jednak obcujemy na scenie? Z Tadeuszem Łomnickim czy Krappem ze sztuki Becketta? Pisze MICHAŁ RZEPKA.
– Odbiorca zmienia się przez lata, zmieniają się też sposób mówienia, znaczenie słów i ich odcienie, więc z pytania „jak powiedzieć” wynikać może nieszczęście prowadzące do nadmiernego ukłonu w kierunku odbiorcy i epoki, a to nigdy nie służy piosence, bo ukłon, jakby nie patrzeć, jest dość sztucznym zachowaniem. Ważniejsze jest więc zastanowienie się, ile mu powiedzieć, a ile zachować w tajemnicy, i nieśmiało sugerować refleksję – mówi ANDRZEJ PONIEDZIELSKI.
– W sztuce najważniejsza jest prostota formy – przekaz powinien być na tyle bezpośredni, by móc wyrazić odpowiednie emocje. Bezpośredniość to gwarantuje, bo artysta nie musi na bieżąco analizować tego, co robi. Czas na analizowanie jest przed rozpoczęciem pracy, w trakcie malowania może rozpraszać – mówi DOMINIK WOŹNIAK, malarz i rysownik, który od kilku lat realizuje publiczne Sesje Autorskie.
Wychodzimy z tańcem do osób, które na co dzień się nim nie zajmują, i pokazujemy jego potencjał prozdrowotny, terapeutyczny, profilaktyczny. Taniec już dawno oderwał się od scen i parkietów (zarówno tych dworskich, jak i klubowych). Jednocześnie choreografia stała się narzędziem, z którego korzystać można poza tańcem.
– Lubię figurę orła z taką sukienką z pierza albo pióropuszem jak u tancerki z Rio. W niektórych przedstawieniach orzeł ma łapy podniesione do góry tak, że nie wiadomo, czy woła o pomoc, czy tańczy. Mam wrażenie, że jest w tym duży potencjał zabawy, nie beki, tylko radości – mówi KACPER SZALECKI, artysta, który w swoim projekcie „Potopia” wykorzystuje wizerunek orła z polskiego godła.
– Barok kocham i od niego wszystko się zaczęło. Te fascynacje wrzucałem do wszystkich moich projektów: punkowych i elektronicznych. Często łaziłem w kostiumach, kupowanych najczęściej w Teatrze Muzycznym. Chodziłem tak na koncerty punkowe, ale też na koncerty muzyki dawnej do łódzkiej filharmonii. Potem grałem w tych kostiumach koncerty 19 Wiosen. Pamiętam jeden występ z cyklu „Wunder Wave” w Lutni na Teofilowie. Grał wtedy zespół The Varukers i polskie bandy. I nawet punkowcy mnie wyśmiali – mówi łódzki muzyk GRZEGORZ FAJNGOLD „FAGOT”.
Współczesność zaskakuje nas tempem i intensywnością zmian, które szczególnie mocno odczuwane są w środowisku miejskim. Odpowiedzią na część z tych wyzwań jest systemowa otwartość na eksperyment i kreatywność, które umożliwiają adaptację do nowych warunków i sprawiają, że miasta stają się bardziej „odporne”. Pisze MICHAŁ PIERNIKOWSKI, dyrektor Łódź Design Festival, jeden z gości zbliżającej się debaty o mieście przyszłości, organizowanej przez Narodowe Centrum Kultury Filmowej w Łodzi.
Stanisław Fijałkowski to jedna z najważniejszych postaci polskiej sztuki ostatniego półwiecza - nie ma w tym słowa przesady - artysta o utrwalonej randze międzynarodowej, którego dzieła znalazły się w kolekcjach blisko 70 muzeów światowych
„Prząśniczkę” Stanisława Moniuszki w jazzową szatę ubrał gitarzysta i kompozytor Wojciech Lipiński. Utwór znalazł się na płycie „3po3”, a jej promocji towarzyszy teledysk nagrany na ulicach Łodzi. „Prząśniczka”, wbrew pozorom, jest utworem podatnym na transformacje do innych stylów muzycznych. Świadczy o tym nie tylko różnorodność opracowań wokalno-instrumentalnych i instrumentalnych, ale też pamiętna aranżacja duetu Marek i Wacek w formule dyskotekowej. Dlaczego więc nie jazz? Za tą wersją stoi jeszcze jedna opowieść. O muzykach i ich zawodowych wyborach.
  • Uwaga! Z powodu zagrożenia koronawirusem wydarzenia mogą być odwoływane. Proszę potwierdzać informacje u organizatorów.