Relacja uczeń–mistrz wydaje się esencją społeczności, jaką jest akademia sztuk pięknych. Mistrz ma umiejętności, wiedzę, doświadczenie, osiągnięcia i sławę. Uczeń aspiruje do tych wartości, chcąc wypracować własny styl, a w przyszłości – może również zostać mistrzem. Tak to działa od stuleci, ale tylko z pozoru wydaje się proste. W tym uniwersum mieści się Akademia Sztuk Pięknych w Łodzi, która obchodzi 80-lecie istnienia.
Powtórzę się: to nieprawda, że „wielka muzyka zaczyna się od małych scen”, jak głosi idea Great September Showcase Festival & Conference. Karierę muzyczną robi się dziś w sieci. Festiwal od czterech lat organizowany przez Artura Rojka w Łodzi pokazuje, że nie wszyscy adepci showbiznesu radzą sobie z graniem na żywo. A i małe sceny nie pomagają, oferując „garażowe” nagłośnienie pod psem.
Najpierw była mama – jej wrażliwość na naturę uformowała sposób patrzenia ikonopisa Marcina Świądra na rzeczywistość, a łagodność i pokora prawdopodobnie wpłynęły na kształtowanie się jego uważności na ludzi. Chwilę potem pojawił się św. Franciszek z Asyżu, którym przyszły zakonnik zafascynował się, gdy był w podstawówce. „Dzięki niemu odkryłem, że życie może być czymś wyjątkowym, w jakimś sensie nawet poetyckim” – mówił brat w wywiadzie dla „Tygodnika TVP”. Wyjątkowość i poetyckość życia – w przypadku brata Marcina Świądra ściśle powiązane z wiarą w Boga – emanują z ikon, które brat tworzy od ponad 20 lat. W sumie napisał ich niemal tysiąc, a część z nich do końca października można oglądać na wystawie w Galerii Europejskiego Centrum Kultury Logos.
– Kiedy to tylko będzie możliwe, chcę stać w drzwiach teatru, witać widzów i rozmawiać z nimi, żeby poznać ich oczekiwania – mówi Marcin ZAWADA, który z początkiem września objął stanowisko dyrektora Teatru Muzycznego w Łodzi. – W musicalach poruszane są dziś kwestie rasowe, sprawy niepoukładanych relacji z rodzicami, prawa mniejszości, a ostatnio nawet przyszłość gatunku ludzkiego. Na Broadwayu pokazano niedawno koreański musical „Maybe Happy Ending”, który opowiada o dwóch awatarach, humanoidalnych helper-botach, które chcą założyć rodzinę, a Hillary Clinton wyprodukowała musical „Suffs” poświęcony walce o prawa kobiet. Może uda się taki zaangażowany spektakl wystawić na scenie kameralnej, ale na pewno nie na początek.
80 lat to kawał czasu także dla instytucji, jaką jest Akademia Muzyczna im. Grażyny i Kiejstuta Bacewiczów w Łodzi. Instytucja jednak nie jest skazana na starzenie się. Tworzą ją kolejne pokolenia zgodnie z tym, jak zmienia się świat. Uczelnia wzbogaciła się o nowe budynki, sale koncertowe, studia nagraniowe, ale i nowe kierunki kształcenia. Powiększył się obszar jej zainteresowania o musical, jazz, muzykę rozrywkową. Poważne akademie dotąd nie zapuszczały się w te rejony.
W przedstawieniu „Mammia Mia!” zobaczymy najlepszych polskich aktorów, prawdziwy top of the top polskiego musicalu – zapowiada Jakub Szydłowski, reżyser spektaklu, którego premiera odbędzie się 27 września w Teatrze Muzycznym w Łodzi.
To już nie jest ten stary, dobry kosmos lat 60., 70. i 80.! Pamiętam z dzieciństwa lot Mirosława Hermaszewskiego, który wraz z Rosjaninem Piotrem Klimukiem (oraz zabranymi na pokład Sojuza 30 „Manifestem komunistycznym”, rozprawą „O obrotach sfer niebieskich” i „Panem Tadeuszem”) wybrał się na orbitę w 1978 roku, by stamtąd obserwować m.in. Warszawę (i grzyb atomowy, który „wyrósł” znienacka na którymś z poligonów radzieckich). Emocje były porównywalne ze śledzeniem rywalizacji w Wyścigu Pokoju! Nie minęło 50 lat, a doczekałem się drugiego Polaka w kosmosie i przyznam, że jego wzlot – aczkolwiek godzien najwyższego podziwu – nie robi już na mnie aż takiego wrażenia.
– Zawsze interesuje mnie postać, która się w jakiś sposób z rzeczywistości wyrywa, wybija, wychodzi poza nią. To dopiero wydaje mi się ciekawe i takich bohaterów staram się śledzić. A oni mają na przykład potrzebę kontaktu z absolutem, która nie jest potrzebą powszechną, mimo że jesteśmy krajem żywej tradycji religijnej, co wcale nie oznacza, że ta tradycja jest odczuwalna na każdym kroku. Tymczasem w świecie zaspokojonych podstawowych potrzeb materialnych sfera ducha staje się potrzebą pierwszorzędną – mówi Krzysztof ZANUSSI, reżyser, scenarzysta, producent, filozof kina, który kilka dni po swoich 86. urodzinach odwiedził Łódź.
Ubocznym efektem wojny w Ukrainie jest nasze zainteresowanie tym krajem. Na nowo – lub wręcz po raz pierwszy – odkrywamy kulturową tożsamość Ukraińców, ich osiągnięcia i dramatyczne losy, a także ich wyraźne związki z kulturą Zachodu. Jedną z lekcji ukraińskości jest wystawa „W oku cyklonu. Modernizm w Ukrainie”, trwająca w Muzeum Sztuki ms².
Po 120 latach od wybuchu rewolucji 1905 roku pamięć o niej wcale nie jest oczywista. Dziś to wydarzenie spotyka się z niezrozumieniem. Niewielka jest świadomość roli, jaką odegrało w dziejach miasta i regionu. Rewolucja stała się ofiarą własnej nieoczywistości. Na sztandar brali ją powojenni komuniści, łącząc z rewolucją październikową. A przecież prócz chleba i godnych warunków pracy ludzie w 1905 roku domagali się niepodległej ojczyzny.

