– Widzę Narodowe Centrum Kultury Filmowej jako instytucję o oddziaływaniu co najmniej ogólnopolskim. Powinna wchodzić w relacje i projekty międzynarodowe. Jej zadanie to upowszechnianie wiedzy o polskim kinie. Taki wizerunek Centrum chciałabym zbudować – mówi Monika Głowacka, menedżerka kultury, szefowa NCKF. – Koncepcje NCKF przygotowane przez Rafała Syskę były bardzo dobre merytorycznie: podział na trzy ścieżki edukacyjne, wpisanie ich w trudną architekturę budynku EC1 Wschód. Ale ambitne plany spotkały się z trudną rzeczywistością. Procesy inwestycyjne długo trwały, procedury związane z zamówieniami publicznymi są skomplikowane, dlatego terminy się poprzesuwały. Przyjmuję, że to był pierwszy etap „budowania” instytucji, a teraz przyszedł czas na dokończenie tego, czego jeszcze brakuje. Powstały dwie wystawy na wysokim poziomie. Mam nadzieję, że w czasie mojej kadencji uda nam się udostępnić trzecią wystawę stałą „Mechaniczne oko”, pozyskamy środki i uruchomimy bibliotekę filmową, rozpoczniemy budowę założeń dla programu edukacyjno-wystawienniczego, który później będziemy już tylko rozwijać.
Bogdan Sobieszek: Jak to się stało, że została pani szefową Narodowego Centrum Kultury Filmowej w Łodzi? O ile wiem, konkursu nie było.Monika Głowacka: Otrzymałam z EC1 Łódź – Miasta Kultury propozycję poprowadzenia NCKF przez trzy lata. Po kilku rozmowach z dyrektorem EC1 Błażejem Moderem, za zgodą prezydent Hanny Zdanowskiej i przy akceptacji Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego 1 stycznia objęłam stanowisko zastępczyni dyrektora EC1 do spraw Narodowego Centrum Kultury Filmowej.
Wydaje się, że wie pani, na co się pisze. Sporo lat spędziła pani w EC1 jako szefowa Łódź Film Commission.
Strukturę instytucji i to, jak się w niej pracuje, mam dość dobrze rozpoznaną, bo pracowałam tu przez dziewięć lat po przeniesieniu komisji filmowej z urzędu miasta. Z ówczesnym dyrektorem NCKF Rafałem Syską mieliśmy porozumienie, że komisja zajmuje się współpracą z branżą produkcyjną i biznesem, natomiast Narodowe Centrum Kultury Filmowej koncentruje się na działalności edukacyjno-wystawienniczej i upowszechniającej. To się dość dobrze sprawdzało.
Dlaczego pani odeszła?
Odeszłam z komisji filmowej, bo uczestniczyłam w jej tworzeniu od początku w 2007 roku. Po 17 latach potrzebowałam nowych wyzwań zawodowych, a dostałam propozycję pracy w Instytucie Przemysłów Kreatywnych na stanowisku wicedyrektorki do spraw programu i rozwoju. Była to praca w Warszawie i wiązała się z dość dużymi zmianami w życiu prywatnym i zawodowym. Funkcjonowanie między dwoma miastami wymaga sporych poświęceń. Zakres działalności Instytutu obejmował wprawdzie branżę audiowizualną, ale koncentrował się na grach wideo i nowych mediach oraz na takich
branżach, jak moda, design, muzyka. To ciekawe obszary, ale dla mnie nowe i wymagające opanowania dużego zakresu zagadnień. Dlatego nie wahałam się, gdy po roku pojawiła się propozycja z Łodzi w dziedzinie, która jest mi bliska.
Całą rozmowę Bogdana SOBIESZKA z Moniką GŁOWACKĄ można przeczytać w marcowym numerze „Kalejdoskopu” 3/2026.
Kategoria
Inne
