W obliczu kryzysu. Premiera w iAtelier [RECENZJA] | Kalejdoskop kulturalny regionu łódzkiego
Proszę określić gdzie leży problem:
Proszę wpisać wynik dodawania:
6 + 2 =
Link
Proszę wpisać wynik dodawania:
6 + 2 =

W obliczu kryzysu. Premiera w iAtelier [RECENZJA]

"Iluzja wstrząsu" Michał Kubacki, Ewa Psuty Foto: Adam Pawłowski

RECENZJA. Teatr amatorski nie umiera, działa nawet w tak trudnych warunkach, jakie stwarza pandemia. Premiera „Iluzji wstrząsu”, planowana na marzec 2020 roku, odbyła się w październiku. Na kameralny pokaz przy widowni zapełnionej w zaledwie 25% zdecydowała się Grupa iAtelier. Spektakl mówi o katastrofach w trzech różnych odsłonach. Reżyseria: Tomasz Kozłowski, Grzegorz Biały i Ewa Psuty. Pisze Paulina Ilska.
Według informacji zawartych w materiałach promocyjnych, tytuł spektaklu odnosi się do „często występującego zjawiska przeceniania przez ludzi długości i intensywności swoich przyszłych stanów emocjonalnych. Ludzie oceniają zwykle, że jeśli dotknie ich jakieś nieszczęście, to będzie ono miało znacznie poważniejszy wpływ na ich stan emocjonalny niż rzeczywiście ma”. Spektakl bezpośrednio nie odnosi się do tego zjawiska, bo nie śledzimy losów tych samych postaci i nie możemy obserwować, jak życiowe katastrofy wpłynęły na ich funkcjonowanie czy samopoczucie. Twórcy skupili się na relacjach czterech osób wystawionych na próbę w obliczu sytuacji kryzysowej. Bohaterami są młodzi ludzie powiązani układem rodzinno-miłosno-przyjacielskim, a czasem i biznesowym. Obserwujemy ich w trzech przestrzeniach czasowych: w roku 2021, 1981 i 2061.

iAtelier przenosi nas do salonu z kanapą, dywanem i telewizorem. Premiera w kameralnej przestrzeni Klubokawiarni Kipisz i mała liczba widzów sprzyjały stworzeniu wrażenia, że widzowie znajdują się w mieszkaniu bohaterów. W zależności od czasu, w jakim osadzone zostały kolejne sceny, zmieniały się scenograficzne detale, np. kapa na łóżko, kostiumy. W latach 80. pojawiła się nieśmiertelna flanelowa koszula w kratę i dżinsowa kurtka, a w scenach z przyszłości – identyczne u wszystkich bohaterów srebrne kurteczki i „dropsy” zamiast papierosów. Za pomocą takich prostych i niedrogich w realizacji pomysłów przeniesienie się aktorów w inny czas wypadało wiarygodnie.

W pierwszej odsłonie Teresa (Kaja Kierlik), Iga (Ewa Psuty), Zbyszek (Michał Kubacki) i Rysio (Konrad Suprun) noszą koszulki z napisami: „Żadnej pracy się nie boję”, „Eko inside”, „Pan i władca”, „Sam sobie sterem i okrętem”. Na scenie wygląda to interesująco, ale pomysł traci, gdy w miarę rozwoju akcji okazuje się, że zachowania i dialogi postaci w całości pokrywają się z deklaracjami umieszczonymi na koszulkach. Charakteryzowanie bohaterów zostaje niejako zdublowane. Być może efekt okazałby się ciekawszy, gdyby z treścią napisów zaczęto polemizować, przewrotnie nimi żonglować albo w inny sposób podważać ich adekwatność w odniesieniu do poszczególnych postaci.

Podobnie jednostajnie pokazane zostały ich „postawy życiowe”, prezentowane niezależnie od czasu, w którym osadzona jest akcja. Rysio, w imię zachowania wewnętrznej niezależności, szuka innej drogi niż praca „mentalnego niewolnika” idealnie dostosowanego do panującego w danych czasach systemu. Wikła się w zakładanie ryzykownych biznesów, by nie pracować w bezdusznej korporacji, albo – w latach 80. – w działalność opozycyjną, która pośrednio wpływa na zrujnowanie sytuacji  finansowej  całej czwórki. Teresa pozostaje tytanem pracy, tą, która musi myśleć o najbardziej przyziemnych sprawach, a nie o porywach serca. Iga odnajduje się w roli kobiety pozostającej w domu „przy mężu”, wychowującej dziecko, a jeśli pracującej, to dla idei, nie dla pieniędzy. W ten sposób kreowane są na wskroś współczesne „typy bohaterów”, pokazywane z dystansem i sympatią dla ich słabości. „Misiowaty” z wyglądu Rysio wydaje się po prostu nieodpowiedzialny, ale gdy w scenie rozgrywającej się w  1981 roku jako jedyny twierdzi, że system komunistyczny kiedyś padnie, tylko trzeba się zdobyć na bunt, widzimy jego postać w innym świetle. Podobnie Iga, w 2021 roku przedstawiana jako aktywistka ekologiczna, przesadnie promująca ideę ratowania przyrody zaczyna być postrzegana inaczej, gdy odsłania się rzeczywistość roku 2061, odhumanizowana i kontrolowana przez technologię. Relacje międzyludzkie w „realu” schodzą na dalszy plan, najważniejsza jest sieć internetowa, nawet we własnym domu pozostaje się pod jej kontrolą, a Iga funkcjonuje jak idealny trybik w tym systemie - niemal 24 godziny na dobę transmitując życie swoje i swoich bliskich, wbrew ich woli, na kanale odpowiadającym dzisiejszemu kanałowi You tube.

„Iluzja”, odnosząc się do trzech różnych przestrzeni czasowych i osadzonych w nich wydarzeń pokazuje, że niemal każde pokolenie musi się zmierzyć ze swoją katastrofą – społeczną czy polityczną, wspólnotową lub prywatną, rozgrywającą się nie tylko w gabinetach polityków, ale i za drzwiami mieszkań zwykłych ludzi, którzy próbują jakoś przeżyć trudne czasy. Tematy podejmowane w „Iluzji” wydają się wyjątkowo trafione, a wymowa przesuwanej premiery nabiera nowych znaczeń, niekoniecznie zamierzonych. Nie tylko z powodu obecnie rozgrywającej się katastrofy, czyli pandemii, ale też ze względu na trwające w kraju protesty, rezonujące ze scenicznym zachowaniem Rysia, uciekającego z politycznej manifestacji i chroniącego się w domu siostry.

Twórcy nie używają projekcji multimedialnych z efektami świetlnymi czy dźwiękowymi. To ciekawe, że młodzi artyści, zapewne obyci z technologią znacznie bardziej niż starsze pokolenia, tworzą tradycyjnie  pojmowany  teatr: piszą własne teksty, które można uznać za próbę stworzenia współczesnego dramatu mieszczańskiego, z całkiem udanymi elementami komediowymi. Jednocześnie stanowi to ogromne wyzwanie, bo aktorom debiutantom nie jest łatwo udźwignąć ciężar spektaklu, opartego głównie na prowadzeniu dialogów. Zdecydowanie najbardziej naturalnie wypada Ewa Hofmann-Psuty jako Iga, tworzona przez nią postać, w różnych wersjach, pozostaje wiarygodna. Cała grupa miała trudny początek, ale „rozkręcała się” ze sceny na scenę. Do przemyślenia pozostaje eksploatowanie podobnych środków aktorskich przez niemal cały czas trwania spektaklu, np. w konstruowaniu postaci Teresy.

Warto podkreślić sprawność organizacyjną twórców: wytrwałość iAtelier w dążeniu do sfinalizowania premiery, pomimo trudności i dbałość o przygotowanie dobrych materiałów promocyjnych, co nie zawsze ma miejsce w przypadku amatorskich teatrów.

Paulina Ilska

„Iluzja wstrząsu”, premiera 24 października 2020 w Klubokawiarni Kipisz
Obsada: Kaja Kierlik, Michał Kubacki, Ewa Psuty, Konrad Suprun
Lektor telewizyjny: Bartłomiej Żak
Autorzy: Tomasz Kozłowski, Grzegorz Biały, Ewa Psuty
Materiały filmowe: Grzegorz Biały, Kamil Karolak
Zdjęcia: Kamil Karolak
Dźwięk: Adam Chylat

Kategoria

Inne