Posesja przy ul. Dowborczyków 17/19. W poprzemysłowych budynkach dawniej mieściła się fabryka pluszu, która powstała w 1891 roku. Dziś ulokowały się tu różne biznesy i pracownia artystów. Nierówne podwórko wybrukowane trylinką z parkingiem zastawionym autami w głębi kryje zadbany kilkupiętowy budynek z kancelarią prawną, firmą modową i… Łódzkim Muzeum Retro Komputerów i Konsol, czyli „Wgra się”.
– Zaraz ściszę, to będzie wygodniej rozmawiać – mówi Piotr Potera, kustosz i właściciel muzeum, zewsząd dobiegają bowiem dźwięki wydawane przez gry komputerowe. W pomieszczeniach na stołach rzędami stoją przeróżne komputery, wzrok przyciągają kolorowe monitory, a na nich postacie z gier, które szczyty popularności osiągały w latach 90. Jak się zrodził pomysł na muzeum? – Kolekcjonowałem komputery i znajomy poprosił mnie o wypożyczenie na wystawę kilku z nich. Potem były kolejne okazjonalne wystawy przynoszące ludziom fun, pomyślałem więc, że fajnie byłoby stworzyć muzeum komputerów.Od pomysłu do realizacji minęło niemal 10 lat. Takie przedsięwzięcie wymagało miejsca i pieniędzy. Muzeum „wgrało się” w pomieszczenia przy Dowborczyków. Otwarcie nastąpiło podczas zeszłorocznej Nocy Muzeów. Przyszło ponad 500 osób. Pierwszym eksponatem, który zobaczyli, była Amiga 500 Plus – model wprowadzony na rynek w 1991 roku przez firmę Commodore International jako nowsza i lepsza wersja Amigi 500. – Mój egzemplarz dostałem od kolegi w 2010 roku. Ten model jest cenny z powodów sentymentalnych, ale najcenniejszy to Amiga 3000, wyprodukowany przez Commodore w 1991 roku. Uchodził za komputer dla profesjonalistów. W Polsce wadą tego urządzenia była cena ponad 4 tysiące dolarów. Bardzo chciałem go mieć i kupiłem go za własne pieniądze. Pojechałem z nim do Holandii na wystawę z okazji trzydziestych „urodzin” Amigi. Byli tam inżynierowie z Commodore i dzięki temu mam podpisy konstruktorów i twórców systemu operacyjnego dla tego komputera – Piotr Potera pokazuje podpisy na spodzie obudowy.
A potem w środowisku rozeszła się wieść, że pan Piotr zbiera komputery i ludzie zaczęli mu je znosić. Z dwóch zrobiły się cztery, potem dziesięć, pięćdziesiąt. – Teraz mam prawie sto sztuk, z czego sześćdziesiąt jest wystawionych w muzeum. Wszystkie sprawne, każdy ma przeznaczone dla niego gry bądź takie oprogramowanie, jakie charakteryzowało dany komputer, jak na przykład dla Atari ST.
Komputery tej rodziny standardowo wyposażone były w myszkę przeznaczoną do obsługi środowiska graficznego, co było nowością. W latach 80. i 90. Komputery te były na wyposażeniu cyfrowych studiów muzycznych. Choć w Polsce Atari ST był sprzedawany w Peweksie, to nie był przesadnie drogi, używała go większość muzyków i zespołów, na przykład Lady Pank, Papa Dance czy Kombi…
– Odtworzyliśmy takie studio muzyczne, mamy moduł brzmień – kustosz muzeum, który o komputerach może opowiadać bardzo długo, naciska klawisz i z głośnika słychać muzykę Lady Pank. – Program Cubase do profesjonalnego tworzenia, miksowania, edycji i produkcji muzyki jest rozwijany do dziś, choć komputerów Atari już się nie produkuje. Niektórzy jednak wciąż ich używają. Jeden z członków zespołu Kombi pokazuje w mediach społecznościowych swoje studio muzyczne, a w nim Atari, z którego na co dzień korzysta – mówi Piotr Potera.
Grupę nowocześniejsze komputerów – ale też retro – reprezentuje Amiga1200, która królowała pod koniec lat 90. i na początku dwutysięcznych. – Wtedy jeszcze byli tacy, a wśród nich i ja, którzy nie chcieli się przesiąść na komputer PC i trzymali się mocno Amigi, wierząc, że ona kiedyś odżyje i znowu zdominuje rynek, co się oczywiście nie stało – mówi pan Piotr.
Komputery firmy Apple 20, 30 lat temu, swoim futurystycznym wyglądem i rozwiązaniami technicznymi były obiektem pożądania. Ten sprzęt także można zobaczyć w muzeum. Na ekspozycji są też komputery z lat 80.: chiński „składak” oraz oryginalny IBM. Mają porównywalne parametry, ale odmienne gabaryty. Chińczyk jest znacznie większy, ale tańszy. – Powiedzmy, że kosztuje tysiąc dolarów, IBM jest gabarytowo mniejszy, ale za to ma cenę dwa i pół tysiąca dolarów – wyjaśnia kustosz muzeum. Na wystawie wydzielono strefę konsol i playstation. Grając na którymś z tych urządzeń, można wygodnie rozsiąść się na kanapie przed telewizorem, samemu wybrać urządzenie i grę. Jest też strefa DVD z bogatą ofertą filmów do obejrzenia. Jeśli trzeba, instrukcji, jak używać urządzeń, udziela kustosz lub obsługa muzeum.
Kto przychodzi do Łódzkiego Muzeum Retro Komputerów i Konsol? Dziewczęta i kobiety, nastoletni, a nawet młodsi chłopcy, dorośli mężczyźni. – Mieliśmy nawet pana po osiemdziesiątce. Przyszedł z wnuczką. Grając na komputerach, każde w swoją grę, spędzili tu kilka ładnych godzin – mówi pan Piotr.
Dla niektórych gry na komputerach retro są zbyt siermiężne, więc siadają na kanapie w strefie konsol. Ale są też zwiedzający zafascynowani komputerami retro, którzy dużo o nich wiedzą. – Był kiedyś dwunastolatek z ogromną wiedzą na temat systemu Windows, jego wersji, wymagań, działania, możliwości. Zagiął nawet mnie – przyznaje Piotr Potera.
W muzeum przy ul. Dowborczyków żaden eksponat nie stoi w zamkniętej gablocie. Wszystkich można używać. – Nie zdarzyło się, żeby coś nam zginęło albo zostało poważnie uszkodzone – mówi właściciel, który po pracy wraca do domu, gdzie ma jeszcze trzy współczesne komputery. Czasem jakiś komputer retro zabiera do domu, żeby przy nim pomajstrować. – Jestem programistą, zawodowo pracuję przy komputerach i nie mam ich dość na koniec dnia.
Czy jakiegoś egzemplarza reprezentatywnego dla komputerów retro brakuje w muzeum? – Commodore 65 – to komputer, który powstał w niewielu egzemplarzach jako prototyp i nigdy nie został wprowadzony na rynek. W Polsce są dwa takie, o których ja wiem, bo nikt się tym nie chwali. Średnia cena egzemplarza to 100 tysięcy złotych. Drugi komputer, który chciałbym mieć, to Amiga 4000 w najnowszej wersji. To spora wieża kosztująca 20–30 tysięcy złotych. Może kiedyś jakimś cudem uda mi się ją zdobyć…
Bogumił Makowski
Kategoria
Inne
