Film w Łodzi nie ma najlepszego klimatu. Chwileczkę – ktoś powie – jest Narodowe Centrum Kultury Filmowej, są festiwale filmowe, działa Łódzki Fundusz Filmowy – wszystko dotowane przez magistrat. To prawda, ale rzeczywistą skalę wsparcia ujrzymy, gdy zestawimy skromne środki przeznaczane na powyższe cele z grubymi milionami wydawanymi na wielkie festiwale muzyki rozrywkowej. Ale wbrew narzekaniom pesymistów coś się przecież dzieje, ekipy filmowe realizują zdjęcia w przestrzeni miejskiej. Czasem o wyborze decydują tutejsze wyjątkowe plenery. Łódź może zagrać Kopenhagę sprzed 100 lat albo powojenny Paryż. Najczęściej więc spełnia funkcję magazynu ze starymi dekoracjami. To też może być powodem do dumy. Najcenniejsze jednak są dla mnie te momenty, kiedy wybitny twórca filmowy zainspiruje się moim miastem, uczyni je ważnym bohaterem, przeznaczy mu rolę motywu napędzającego opowieść, symbolu kształtującego przesłanie.
Łódź ucieka z kostiumuGdy David Lynch w drugiej połowie lat 90. XX wieku i na początku XXI wieku przybywał do Łodzi przy okazji Festiwalu Sztuki Autorów Zdjęć Filmowych Camerimage, miasto znajdowało się w stanie zawieszenia. Był to krajobraz wynikający z transformacji ustrojowej – przestrzeń pełna opuszczonych fabryk włókienniczych, pociemniałych od sadzy murów z czerwonej cegły, zapomnianych podwórek i nierównych chodników. Podczas gdy polscy twórcy widzieli w Łodzi przede wszystkim plener dla dramatów historycznych lub ponurą dekorację realiów PRL-u – Lynch dostrzegł w tym mieście inny wymiar. Dla amerykańskiego reżysera Łódź nie była żywym muzeum, lecz oddychającym organizmem o specyficznej, mrocznej geometrii; stanem umysłu przełożonym na tkankę architektoniczną.
Cały tekst Apolonii MARCINEK można przeczytać w listopadowym numerze „Kalejdoskopu” 11/2026.
Cicha bohaterka
Kiedy „Ida” zdobywała Oscara dla najlepszego filmu międzynarodowego, a kilka lat później „Zimna wojna” wracała z festiwalu w Cannes z nagrodą za reżyserię oraz trzema nominacjami do Nagrody Akademii, uwagę skupiono na Pawle Pawlikowskim. Za osiągnięciami reżysera stoją jednak także cisi bohaterowie. Jednym z nich jest Łódź – obecna w tych filmach niemal nieustannie, a zarazem pozostająca na ekranie w zaskakująco dyskretny sposób. Nie jest ich tematem, nie jest też filmową pocztówką – lecz swoistym tworzywem: przestrzenią, która może przyjąć rozmaite tożsamości.
Cały tekst Natalii PAWŁOWSKIEJ można przeczytać w listopadowym numerze „Kalejdoskopu” 11/2026.
Gry miejskie Koterskiego
W okresie PRL w Łodzi skupiały się przemysł i edukacja filmowa, miasto stanowiło też inspirację dla wielu twórców. Była przez nich wykorzystywana jako tło dla opowieści. Także w ostatnich dekadach Łódź odgrywała różne role w polskim kinie. Istotne jest jednak to, że większość filmowców traktuje to miasto po prostu jako optymalne, wizualnie przekonujące miejsce realizacji zdjęć. Jest jednak reżyser, który nie kształtuje Łodzi na potrzeby swoich filmów, ale sam w dużym stopniu jest przez Łódź ukształtowany.
Cały tekst StanisławA SOBCZYKA można przeczytać w listopadowym numerze „Kalejdoskopu” 11/2026.
Kategoria
Inne
