Początek, kres i... nadzieja | Kalejdoskop kulturalny regionu łódzkiego
Proszę określić gdzie leży problem:
Proszę wpisać wynik dodawania:
3 + 7 =
Link
Proszę wpisać wynik dodawania:
3 + 7 =

Początek, kres i... nadzieja

Fot. HaWa. DT jest organizowany przez AOIA

RECENZJA. 12 edycja Dotknij Teatru organizowana przez Akademicki Ośrodek Inicjatyw Artystycznych w Łodzi z okazji Międzynarodowego Dnia Teatru właśnie się rozpoczęła. Zainaugurował ją spektakl Lubelskiego Teatru Tańca „W moim początku jest mój kres” w reżyserii Joanny Lewickiej. To artystyczne spotkanie wyznacza nowy, mocny początek w historii lubelskiego zespołu. W innym wymiarze, w zgodzie z tegorocznym hasłem imprezy, niesie nadzieję, że nawet największe zło ma swój kres,  a teatr pozostaje miejscem budowania autentycznych relacji i silnych więzi dla dobrej przyszłości. Pisze Anna Banach.
Spektakl „W moim początku jest mój kres” powstał z okazji jubileuszu dwudziestolecia Lubelskiego Teatru Tańca, a jego premiera odbyła się 26 czerwca 2021 roku. Jak zadeklarowali twórcy, tancerze wraz z reżyserką, która współpracowała z lubelskim trio po raz pierwszy, po części jest on spojrzeniem wstecz i budowaniem opowieści ze skrawków przywoływanych i ożywianych wspomnień, po części zaś poszerzaniem tego pola i zuchwałą próbą doścignięcia czasu przyszłego, by poprzez własne ciało i umysł poprzyglądać się „wielkiemu pięknu starości”. Spektakl nie jest jednak zamknięty w ciasnych ramach indywidualnego czy nawet zbiorowego doświadczenia tancerzy z Lublina. Ta historia uniwersalizuje się, bo temat przemijania, rozwarstwiania i analizowania własnej przeszłości albo też chęć „podróżowania” i „zaglądania” w przyszłość dotyka, jeśli nie wszystkich, to wielu z nas. Przedstawienie to siłą rzeczy wpisuje się też w kontekst wojennej traumy i orędzia Polskiego Ośrodka Międzynarodowego Instytutu Teatralnego ITI, który jego autorki pisały dla teatru jawiącego się jako miejsce ocalenia dla świata i życia. Lubelskie przedstawienie zestrojone jest ze słowami Thomasa Stearnsa Eliota: Rodzaj ludzki / Rzeczywistości nazbyt wiele znieść nie może.                                                                                                                         
To właśnie cykl poetycki „Cztery kwartety” T.S. Eliota był inspiracją dla zbudowania struktury spektaklu. Poemat wydaje się być kluczem do zdefiniowania onirycznego otoczenia oraz poszukiwania znaczeń. W nieoczywisty sposób organizuje on przestrzeń gry i zostaje rozpisany na artystyczne taneczne trio. Jego fragmenty wyświetlane są podczas spektaklu na ścianach i podłodze, tworząc zarazem niezwykłą scenografię, jak i pole do interpretacji. To w słowach i pomiędzy słowami rozgrywa się opowieść zawieszona, jak chciał tego Eliot, gdzieś pomiędzy przeszłością, przyszłością a chwilą obecną.

Już pierwsza scena „W moim początku jest mój kres” daje to wrażenie przekształcania czasu w pętlę  i bycia gdzieś pomiędzy. Po krótkim intro z nagraną wypowiedzią jednej z tancerek zaglądamy w głąb sceny, by ujrzeć sekwencję, która okaże się symulacją czasu przyszłego. Za białą, półprzezroczystą zasłoną widnieją gdzieś w tle trzy zbite w jedną bryłę postaci o zamaskowanych twarzach, które nie poruszając ustami, zaczynają śpiewać. Melodyczna fraza i głosy śpiewaków brzmią mocno i pewnie, a zatrzymany w kadrze obraz ich zastygłych w bezruchu ciał i przedziwnych, bezmimicznych twarzy wprowadza nastrój ceremonialny, a zarazem niepokojący. Gdy zasłona zostaje zerwana, obraz wyostrza się i dostrzegamy jasną przestrzeń, w której pojawiają się, w sensie dosłownym i metaforycznym, czytelne znaki. Odsyłają nas one do prywatnych historii występujących (Ryszard Kalinowski, Beata Mysiak, Anna Żak), które związane są ze sztuką, teatrem, tańcem i życiem w nieustającej mentalnej i fizycznej podróży. Jednocześnie po tym skondensowanym wokół wspomnień świecie dość niezdarnie poruszają się przyszłe wcielenia Anny, Beaty i Ryszarda, a towarzyszące im naprzemiennie lub symultanicznie wypowiadane i wyświetlane osobiste wyznania splatają się z poezją Eliota. Kiedy performerzy zaczynają pozbywać się zewnętrznej warstwy kostiumów i lateksowych masek, zrzucając wraz z nimi swą przyszłą skórę, niezgrabność i opieszałość, plany czasowe zaczynają się mieszać, a wraz z nimi predyspozycje ciał, stany umysłu, emocje.

„W moim początku jest mój kres” to inscenizacja, która zachwyca na wielu poziomach. Od wykreowanej wśród magii słów scenografii i stwarzających możliwość ucieleśniania przyszłości kostiumów, po kompozycje muzyczne Tomasza Krzyżanowskiego, które fantastycznie współrozbrzmiewają z głosami performerów i synchronizują się z rytmami ich działań. Odnajduję w niej również zupełnie nowe inkarnacje tancerzy, których znałam z wielu wcieleń wykreowanych na tanecznej scenie. Ruch, który był od zawsze dla lubelskich artystów podstawową formą komunikacji, tu idealnie wręcz scala się z ideą metamorfozy umysłu i ciała, wzbogacony też zostaje o sceny wymagające od nich kunsztu aktorskiego i wokalnego. W tym udanym projekcie artystycznym dostrzegam autentyczną radość rodzącą się we współpracy „kruchych ciał”. Choć tytułowa fraza może nieść w sobie potężny ładunek lęku, a cała opowieść o przemijaniu, starości i nieuchronności śmierci nabiera dramatycznej siły, to prowadzona jest też z czułością, nutką radości i wiarą w sens oczekiwania na upragnione chwile szczęścia.

Anna Banach

Kategoria

Teatr