Lodzer Stijl – łódzki styl? | Kalejdoskop kulturalny regionu łódzkiego
Proszę określić gdzie leży problem:
Proszę wpisać wynik dodawania:
9 + 9 =
Link
Proszę wpisać wynik dodawania:
9 + 9 =

Lodzer Stijl – łódzki styl?

Śpiewało się za młodu: „…Berlin, Praga, Paryż, Rzym…”. Pragę znam słabo, w Rzymie nie byłem. W Berlinie bywam co i rusz. Bez wątpienia ma swój styl. Paryż również. Każde ze wspomnianych miast posiada coś własnego, rozpoznawalnego na pierwszy rzut oka. Ludzie jakoś inaczej wyglądają, mówią z charakterystycznym akcentem, od dziecka widują Bramę Brandenburską albo Koloseum. Aby dodać sobie seksapilu, miasta przybierają tytuły, np. „zimowa stolica Polski”, „miasto kultury”, „miasto akademickie”, „miasto spotkań”, „miasto renesansu”, „stolica polskiej piosenki”. A co z Łodzią? Czy istnieje coś, co można nazwać „łódzkim stylem”?
Wymyślono, że hasło „Łódź kreuje” będzie odpowiedzią na „miasto kultury”. Bez sensu. Moim zdaniem nie powinniśmy wdzięczyć się i brać udziału w żałosnym wyścigu o najlepszy wizerunek. My (to znaczy Łódź) jesteśmy inni. Przyznają to łodzianie, mówią tak przybysze z zewnątrz. Pytani, na czym to polega, recytują jednak wiązankę stereotypów, a wśród nich zdanie, jakie usłyszałem od młodego warszawiaka: „Łódź? Przecież tam nic nie ma! Ale zaraz, jest jakaś Piotrkowska…”.

Kinomani wymieniali „Ziemię obiecaną”, Polańskiego i Szkołę Filmową. „Artyści” wspominali z nabożną czcią o Muzeum Sztuki w Łodzi, Strzemińskim i Kobro. „Sportowcy” mówili: „Widzew i ŁKS”. Filo- i antysemici podkreślali olbrzymią rolę Żydów w rozwoju miasta (przy okazji zawsze zadawałem im pytanie: „Jak sądzisz, ilu Żydów mieszka dziś w Łodzi?” – raz otrzymałem zdumiewającą odpowiedź: „ze sto tysięcy?”). Większość jednak nie potrafiła powiedzieć niczego konkretnego. Przeważały straszne historie znane z tabloidów, uzupełniane opinią aktora, z którym nie chce mi się gadać.

Jedni się z tego powodu oburzają, inni smucą, a jeszcze inni – i to uważam za najzdrowsze – przekuwają słabość w siłę, wręcz podkreślając i obnosząc się z kolejnymi łódzkimi wpadkami, prezentując tym samym poczucie humoru i dystans. Żeby wykazać się swoim niezaprzeczalnym poczuciem humoru, na pytanie „skąd jesteś” zawsze odpowiadam słowami Wiecha: Ja, jak wujek Wężyk, z miasta Łodzi pochodzę. To jest obok Koluszek.

Cały tekst Macieja CHOLEWIŃSKIEGO można przeczytać w majowym numerze „Kalejdoskopu” 5/2024.

Kategoria

Inne