Łysa śpiewaczka wciąż się czesze | Kalejdoskop kulturalny regionu łódzkiego
Proszę określić gdzie leży problem:
Proszę wpisać wynik dodawania:
5 + 2 =
Link
Proszę wpisać wynik dodawania:
5 + 2 =

Łysa śpiewaczka wciąż się czesze

fot. Ola Janczak

RECENZJA. Podczas konwencjonalnego spotkania towarzyskiego spod znaku five o’clock tea, nagle ktoś krzyczy, ktoś szykuje się do uderzenia, ktoś się histerycznie śmieje. „Łysa śpiewaczka”, spektakl na podstawie sztandarowego dla teatru absurdu dramatu Ionesco, to kolejna prezentacja z okazji jubileuszu 10-lecia Teatru Szwalnia, obchodzonego pod hasłem „szwalnia_expo”. Pisze Paulina Ilska. 
Obchody jubileuszu Szwalni to retrospektywa najważniejszych wydarzeń artystycznych, które odbyły się pod tym adresem (lub szyldem) w ciągu minionej dekady. Po bardzo udanym spektaklu „Bóg” w reżyserii Marcina Brzozowskiego pokazano „Łysą śpiewaczkę” wyreżyserowaną przez Ewę Mirowską. U boku doświadczonej aktorki Szwalni Ewy Łukasiewicz oraz Ewy Badowskiej i Mariusza Słupińskiego, znanych m.in. z Teatru im. Jaracza w Łodzi, wystąpili aktorzy, którzy kilka lat temu skończyli PWSFTViT. Trzeba przyznać, że w niczym nie ustępowali aktorom z dłuższym stażem artystycznym, choć wyjątkowo silna energia postaci Pani Smith była najmocniej odczuwalna ze sceny. Wcielająca się w nią Ewa Łukasiewicz mimowolnie pełniła rolę mistrzyni ceremonii, wprowadzającej widza w absurdalny świat spektaklu. Pozbawione logiki i sensu rozmowy nabierały znaczenia dzięki warstwie pozasłownej, istniejącej niejako podskórnie, jak „strumienie pod lodem”, cytując słynną pieśniarkę Martynę Jakubowicz. A pod lodem wibrowały silne emocje.

Podczas konwencjonalnego spotkania towarzyskiego spod znaku five o’clock tea, czyli klasycznej wizyty z cyklu „państwo do nas, my do państwa”, nagle ktoś krzyczy, ktoś szykuje się do uderzenia, ktoś się histerycznie śmieje. Stateczna żona wpada w ręce przypadkowego gościa, zresztą Strażaka rozpaczliwie poszukującego jakiegokolwiek pożaru do gaszenia. Poprzez mimikę, wymowny, a często groteskowy gest teatralny, spod gombrowiczowskiej „gęby” na powierzchnię wydobywa się prawda, autentyczność. Ale przez większość czasu państwo Smith i państwo Martin siedzą grzecznie i potakują, nawet, gdy któryś z rozmówców mówi oczywiste bzdury. Zupełnie jak wtedy, gdy zamieramy, słuchając autorytetu – w rodzinie, na uczelniach, wobec gadającej głowy w telewizji. Albo sami zwalniamy się z obowiązku refleksji, bezmyślnie powtarzamy obiegowe poglądy. Pozostajemy zasznurowani także wówczas, gdy pod spodem buzują silne pragnienia i niespełnienia.

„Łysa śpiewaczka” obnaża głupotę i absurd konwencji obowiązujących w życiu towarzyskim, społecznym, ale i absurd konwencji pudełkowego teatru mieszczańskiego, które nijak nie przystają do zmieniającego się świata i dynamiki natury ludzkiej. „Łysa śpiewaczka wciąż się czesze” – a my wciąż żyjemy, udając, że nie dostrzegamy absurdu istnienia i nieuchronności śmierci, zastygli w swoich przyzwyczajeniach, pozach i utartych schematach postępowania. 

Należy docenić wykraczające poza teatralne konwencje zachowanie dyrektora Szwalni Marcina Brzozowskiego. Osobiście dba o to, by każdy widz mógł wejść na przedstawienie, nawet, jeśli nie zarezerwował wcześniej biletu, a sala pęka w szwach. Starsi siadają na krzesłach, młodzież na podłodze, a gdy kończą się miejsca, dyrektor znajduje je już niemal na scenie, przy lustrze, co wnosi dodatkowe efekty – gdy aktor zbliża się do tego rekwizytu, a siedzący na podłodze młodzi ludzie stają się na chwilę postaciami parateatralnymi.

Paulina Ilska

„Łysa śpiewaczka”, reżyseria: Ewa Mirowska, obsada: Joanna Osyda, Ewa Łukasiewicz, Monika Badowska, Mariusz Słupiński, Konrad Korkosiński PWSFTViT w Łodzi. Spektakl został dofinansowany w ramach projektu Dotknij Teatru 2016. Jubileusz 10-lecia pracy artystycznej Teatru Szwalnia, 27 października 2019 r. 
„szwalnia_expo”, czyli 10-lecie Szwalni, odbywa się pod patronatem "Kalejdoskopu".

Kategoria

Inne