Kino w obliczu apokalipsy | Kalejdoskop kulturalny regionu łódzkiego
Proszę określić gdzie leży problem:
Proszę wpisać wynik dodawania:
1 + 5 =
Link
Proszę wpisać wynik dodawania:
1 + 5 =

Kino w obliczu apokalipsy

W 2017 r. w Studiu Filmowym „Indeks” (należącym do Szkoły Filmowej w Łodzi – celem jest ułatwienie zawodowego startu studentom) powstaje„Wieża. Jasny dzień” w reżyserii Jagody Szelc.
Film staje się rewelacją 42. Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni, zdobywa liczne nagrody i zostaje okrzyknięty jednym z najlepszych debiutów ostatniej dekady w polskim kinie.

Osoba Jagody Szelc jest dobrym punktem wyjścia do przedstawienia panoramy twórców i dzieł zrealizowanych w ostatnim czasie przez „Filmówkę”. Bezkompromisowa artystka jest następczynią takich reżyserek jak Dorota Kędzierzawska czy Małgorzata Szumowska, które także rozpoczynały karierę dzięki Studiu „Indeks”. Stała się ponadto kontynuatorką nowej tradycji szkoły – każdy rocznik Wydziału Aktorskiego od 2015 r. obsadzany jest w pełnometrażowym aktorskim debiucie filmowym. W 2018 r. zadanie to powierzono właśnie Jagodzie Szelc. Tak powstał „Monument”. Idea tego projektu wpisuje się w proces odbudowy renomy szkoły i sprzyja promocji młodych twórców.

Co być może najistotniejsze – sukces „Wieży…” oraz wspomniana inicjatywa filmowych dyplomów aktorskich zbiegły się w czasie z pojawieniem się w szkole wielu uzdolnionych adeptów reżyserii. Tylko w tym roku w polskich kinach zagościło aż pięć pełnometrażowych debiutów absolwentów łódzkiej uczelni: Jagody Szelc (rocznik 1984), Olgi Chajdas (1983), Damiana Nenowa (1983), Klary Kochańskiej (1984) i Marty Prus (1987). Ponadto w obiegu festiwalowym mogliśmy zobaczyć wspomniany „Monument” czy film „Moja polska dziewczyna” – późny debiut Mateusza Dymka (1976) i Ewy Banaszkiewicz (1971).

Nasuwają się pytania – czy dzieła te korespondują ze sobą i czy możemy skonstruować z nich obraz współczesnego kina młodego pokolenia absolwentów PWSFTViT? Pierwsze podobieństwa widać „gołym okiem” – to forma, wynikająca poniekąd z realiów produkcyjnych, na które skazani są młodzi filmowcy. W ostatniej dekadzie w rodzime produkcje zaczęto inwestować coraz większe pieniądze, więc wydawało się, że jest to szansa na stworzenie nowej jakości w kinie. Jak się jednak okazało, wiele z tzw. superprodukcji, jak „Miasto 44” absolwenta PWSFTViT Jana Komasy (1981, debiut: 2005), mimo dobrego, jak na polskie realia, wyniku frekwencyjnego, pozostawiło pewien niedosyt komercyjny. Inne, jak „Hiszpanka” kolejnego wychowanka łódzkiej szkoły Łukasza Barczyka (1974, debiut: 2003), okazały się klapą. Porażki finansowe odstraszyły Polski Instytut Sztuki Filmowej i inne instytucje od tak szczodrego dofinansowywania kolejnych projektów. Twórcy byli zmuszeni powrócić do tworzenia kameralnego kina za niewielkie pieniądze.


Dawid Dróżdż


Dalszy ciąg artykułu można przeczytać w styczniowym „Kalejdoskopie" – do kupienia w Łódzkim Domu Kultury, punktach Ruchu S.A., Kolportera, Garmond-Press i salonach empik. A także w prenumeracie (w opcji darmowa dostawa do wybranego kiosku Ruchu):
https://prenumerata.ruch.com.pl/prenumerata-kalejdoskop-magazyn-kulturalny-lodzi-i-wojewodztwa-lodzkiego?fbclid=IwAR0CJwQi1fl7y-1av7GdZlwB82ZmKdxZmMSef9uNO1G6RKt-b4HEX_KIB8o

Możecie też słuchać naszych najlepszych tekstów w interpretacjach aktorów scen łódzkich, z Łodzią i regionem związanych:
https://soundcloud.com/user-673739052

Kategoria

Film