Psychodelia Barbary (Krafftówny) | Kalejdoskop kulturalny regionu łódzkiego
Proszę określić gdzie leży problem:
Proszę wpisać wynik dodawania:
5 + 4 =
Link
Proszę wpisać wynik dodawania:
5 + 4 =

Psychodelia Barbary (Krafftówny)

Naszło mnie na „Szyfry” Hasa, może to podświadoma potrzeba powrotów do Hasa, zastępowania Hasem innych. Bo on był jednak ponad innymi. „Szyfry”: film chwilami psychodeliczny, ale ta psychodelia – zamknięta głównie w genialnie obsadzonej Irenie Eichlerównie, teatralnej heroinie, której tylko ten jeden raz udało się zagrać w kinie rolę na miarę osobowości – to była psychodelia powojennej traumy, skutek szram, szyfrów pamięci do świata minionego, do którego nie ma już dostępu. Bo była wojna, zabrała Zofii dziecko, zostawiła zgliszcza.
Nawet jeżeli ktoś został – to za mało, szuka się bowiem tego, co było kiedyś, wiedząc, że nie wróci. W jednej zaledwie scenie pojawia się Barbara Krafftówna, ulubiona wówczas aktorka Hasa – gra Jadwigę, kobietę z przeszłości zmarłego syna Zofii i Tadeusza (Jan Kreczmar). Jadwiga-Krafftówna w kapelutku, z wypielęgnowanymi dłońmi, cała ruda, chociaż to czarno-biały film. I Krafftówna w tym filmie mówi, a jak ta aktorka mówi, to trzeba słuchać. Ten głos jest do zasłuchania. Jest psychodelią Eichlerówny, psychodelią na czas wojny i na czas pokoju.

Cały felieton Łukasza Maciejewskiego przeczytacie we wrześniowym numerze „Kalejdoskopu” 09/21.

Kategoria

Inne