Teatr | Kalejdoskop kulturalny regionu łódzkiego

ANIMAGIA jest niezwykłym zjawiskiem teatralnym nie tylko w skali województwa łódzkiego, ale też kraju. Żeby o tym się przekonać musiałem pokonać niełatwą drogę…
Rozpoczął się 25. Międzynarodowy Festiwal Sztuk Przyjemnych i Nieprzyjemnych w Łodzi. Na gorąco pisze o nim Małgorzata Karbowiak w cyklu "Po zejściu do szatni".
Łódź zyska nową przestrzeń kulturalną – jesienią w dawnych zakładach Monopolu Wódczanego powstanie scena teatralna. Dyrektorem artystycznym teatru Monopolis będzie Kamil Maćkowiak, znany łódzki aktor, który po tym, jak zostawił Teatr im. Jaracza, założył własną fundację i gra autorskie spektakle na deskach Akademickiego Ośrodka Inicjatyw Artystycznych oraz w zespole warszawskiego Teatru Polonia.
– Od początku wierzyłam, że ten festiwal da nowe życie Powszechnemu – wtedy teatrowi z „gębą” i kategorią „C”, z którego kilka lat wcześniej zespół wyrzucił dyrektora Romana Kłosowskiego – mówi EWA PILAWSKA, dyrektor artystyczna Międzynarodowego Festiwalu Sztuk Przyjemnych i Nieprzyjemnych i dyrektor Teatru Powszechnego.
Pomysł na tę premierę zamyka się w umiejętnym, eksponującym teatralność połączeniu ruchu scenicznego, plastyki i piosenki. Tak, tej ostatniej również, bo istnieje ona w „O dwóch takich, co ukradli księżyc” nie jako komentarz, kontrapunkt, pojawiający się znikąd dodatek, ale na równi z tekstem wierszowanym „dramatycznym”. Pisze Łukasz Kaczyński.
– Najbardziej lubię takiego Dejmka – mówi Jerzy Neugebauer, pokazując jeden z licznych portretów, jakie zrobił Kazimierzowi Dejmkowi. – Ten uśmieszek oddaje jego osobowość. Tego zdjęcia nie zobaczymy na wystawie „Teatr Kazimierza Dejmka w obiektywie Jerzego Neugebauera”. Mamy okazję spojrzeć na nie tutaj, na e-Kalejdoskop.pl.
RECENZJA. Marcina Wierzchowskiego nie interesuje teatr jako narzędzie opowiadania historii, które są „jak z życia”, ale bezpiecznie oddzielone rampą sceny. Raczej jako – podobnie mówi o swoim kinie reżyserka Jagoda Szelc – maszynka do pracy na widzu. Tu: na jego wrażliwości i na wartościach, najlepiej tych wspólnych. Pisze Łukasz Kaczyński.
RECENZJA. Przeciętny Harry Smith zapytany: co słychać, odpowie: w porzo, wszystko dobrze. Dramat Kushnera „Anioły w Ameryce” udowadnia, że to nieprawda. Rzecz tylko w tym, czy chce się o  tym mówić głośno.
Jeden z najgłośniejszych dramatów amerykańskich, "Anioły w Ameryce" Tony'ego Kushnera w przekładzie Jacka Poniedziałka, zobaczymy na scenie Teatru Studyjnego w Łodzi 23 i 24 lutego. Dyplom studentów aktorstwa reżyseruje Małgorzata Bogajewska.
RECENZJA. Na scenie jest wszystko, co trzeba, by tekst stał się teatrem. Realistyczna i zarazem umowna scenografia, w której dźwiganie własnego losu jest jak pociąganie wozu drabiniastego (z emblematami czasów elżbietańskich w tle). A bywa on, dzięki drobnym zabiegom, to stołem, to łożem, to ołtarzem, to katafalkiem.