Łodzi filmowej dawno już nie ma, ale pozostało nam odpowiedzialne zadanie pielęgnowania jej dziedzictwa. Otwarcie wystaw i sal edukacyjnych w Narodowym Centrum Kultury Filmowej wydaje się krokiem ku wypełnieniu tego ważnego dla tożsamości miasta obowiązku.
Wschód słońca nad Parmą nastąpił zgodnie z ruchami ciał niebieskich. Wszystko jeszcze spało, na strada principale nie było żywego ducha. Jedynie galli odważnie dawały znać, że dzień się zaczyna. Niebawem okolica zaśpiewa warkotem traktorów ciągnących maszyny rolnicze. I w ten sposób dzień w polskiej Parmie wjedzie w koleiny codziennych zajęć. Podobnie będzie w pobliskiej Placencji.
Łódź, będąca niegdyś centrum polskiej animacji, pozostaje miejscem, gdzie rodzą się inicjatywy służące odbudowie i wzmocnieniu branży. Łódzka firma Momakin doprowadziła do powstania Krajowej Strategii Rozwoju Szkolnictwa Branżowego dla Przemysłów Animacji Filmowej i Efektów Specjalnych na Lata 2023–2030. Dokument poddano środowiskowym konsultacjom, ale już teraz realizowane są jego główne postulaty, czyli stworzenie systemu szkolnictwa, w którym obok szkół artystycznych pojawią się ośrodki profesjonalizacyjne. Trwa nabór do klasy kształcącej techników animacji filmowej, utworzonej w tym roku w Centrum Kształcenia Zawodowego i Ustawicznego w Łodzi.
Pomysł na powołanie w Łodzi Akademickiego Centrum Designu ogłoszono 10 lat temu – w 2013 roku rodzima Akademia Sztuk Pięknych na ten cel pozyskała od miasta budynek dawnej szkoły na Księżym Młynie. W 2014 roku ruszyła wieloletnia modernizacja budowli. Powołano dyrektorkę placówki, potem kolejną. ACD istniało, dyrektorzy się zmieniali – a przez lata nie było wiadomo, czym właściwie ma być nowa instytucja i jak realizowana będzie założycielska idea ścisłej współpracy wydziałów projektowych ośmiu polskich publicznych uczelni artystycznych.
Druga edycja Great September Showcase Festival & Conference odbędzie się w dniach 14–16 IX. Do Łodzi przyjadą znani polscy artyści oraz ci, którzy dopiero rozpoczynają karierę. W zamyśle organizatorów ma to być spotkanie przedstawicieli branży muzycznej. – Ważne, żeby mieć swój kręgosłup, kierunek, którego się trzymamy. Jest wielu muzyków, ale najciekawsi są ci, którzy prezentują siebie jak najbardziej autentycznie, w fajnej formie. Tę formę może dopracowywać, ale przede wszystkim chodzi, żeby to było oryginalne – mówi PAWEŁ GUMOLA, lider łódzkiego zespołu Moskwa, który wystąpi na głównej scenie festiwalu.
Od zarania swego istnienia ludzie postrzegali siebie jako integralną część otaczającego świata, rozumieli swoją współzależność z rzekami, roślinami, zwierzętami. Z założenia, że wszystkie istoty żyjące są moralnie równe osobom, nie wynika wcale poniżenie człowieka z jego inteligencją i kulturą. Jason Hickel w książce „Mniej znaczy lepiej” apeluje o odnalezienie radykalnego poczucia intymnego związku z innymi istotami, o radość ze współistnienia.
Jest lokalną ciekawostką – miejscowi dobrze ją znają i chętnie o niej mówią. Na stacji benzynowej w Kalinowej ekspedientka wskazuje mi drogę do dworu Moniuszki, zwanego też pałacem. Z pola wyjechał właśnie rolnik. Zapytany o pałac, w którym mieszkał kompozytor, prostuje, że mieszkał nie w pałacu, a w domku obok. Napięcie podkręcają sprzedawczynie w delikatesach. Opowiadają, że do wsi wycieczki przyjeżdżają, żeby zobaczyć dwór ze „Strasznego dworu”.
Niektóre zespoły nic już nie muszą, toteż mogą sobie pozwolić na wszystko. Kult i tak będzie je otaczał. Choćby zamknęły się na cztery dni w studiu i jamowały, bawiąc się syntezatorami, grając jakby od niechcenia, a jednak wpuszczając słuchacza w maliny ciężkiej psychodelii. Taki jest „tu i teraz” Psychocukier z płytą pod tym właśnie tytułem.
– Z naszej literatury zniknęła lekkość, bo nie można lekko pisać o tym, co się teraz dzieje – powiedział Serhij Żadan, ukraiński pisarz i poeta, dramaturg, tłumacz, muzyk i performer, autor głośnej powieści „Internat”, który spotkał się z czytelnikami w Mediatece MeMo w Łodzi. Czytał swoje wiersze, mówił o podobieństwie naszych losów, o roli kultury w zmaganiu się z wojną i w budowaniu świata na nowo po zwycięstwie.
Jedni uważają, że Łódź filmowa to tylko wspomnienie, inni – że ma się dobrze. Różnica ocen poziomu lokalnej produkcji filmowej i jego znaczenia na tle całego kraju wynika z odmiennej perspektywy patrzenia. Gdzie więc leży prawda? Tam, gdzie zawsze, a racje dzielą się między obydwie strony. Pewne jest, że drastycznie zmieniła się skala. Serce „przemysłu” od lat jest w Warszawie, gdzie najbliżej do pieniędzy, a jednocześnie część produkcji filmowej rozproszyła się po Polsce. Łódź przeznacza na wspieranie kinematografii relatywnie dużo, ale w kontekście budżetów filmowych to wciąż skromne środki. Szkoła Filmowa kształci kadry, ale niewielu twórców zostaje w Łodzi. Bywa, że na festiwalu w Gdyni w konkursie głównym nie ma żadnej produkcji dofinansowanej przez Łódź. Z drugiej strony są „łódzkie” tytuły z Oscarem czy Złotą Palmą.

