Kalejdoskop - artykuły | Kalejdoskop kulturalny regionu łódzkiego
To miało się już nie powtórzyć. Atak Rosji na Ukrainę zburzył powszechną pewność, że w Europie, nauczeni tragicznym doświadczeniem obu wojen światowych, zbudowaliśmy trwały pokój. Pogarda dla ludzkiego życia przetrwała i znów wpływa na losy narodów. Podziwiamy Ukraińców, że skutecznie potrafią przeciwstawić się rosyjskiemu najeźdźcy, podziwiamy ich niezłomność w walce o zachowanie niepodległości. Jednocześnie podziwiamy Polaków, którzy gremialnie otworzyli serca przed uchodźcami. To przywraca wiarę w ludzi. Wierzymy, że Ukraińcy i Polacy rozpoczęli nową, jasną kartę dziejów wzajemnych relacji.
Kiedyś Kazimierz Dejmek, z którym przygotowywałam premierę „Wolnego strzelca” Webera w Teatrze Wielkim w Łodzi, zauważył, że moja choreografia ländlera, tańczonego po kwadracie, nie pasuje do dekoracji, w których uwagę przykuwało wielkie młyńskie koło. I dlatego usłyszałam: „dobrze… ale do dupy” – mówi Janina Niesobska (właściwie Zofia Paradowicz), tancerka, reżyserka ruchu, choreografka, która w grudniu otrzymała Złoty Medal „Zasłużony Kulturze Gloria Artis”.
Świat właśnie odkrywa wielkiego artystę – Aubreya Williamsa. Co ciekawe, w Łodzi od dawna mamy jego dzieła, trzy obrazy z lat 60. znajdują się w kolekcji Muzeum Sztuki. – Jego sztuka to głos przeciwko ksenofobii, a także lekcja dotycząca tego, że w kulturze i sztuce podziały na to, co autentyczne i nabyte, nie istnieją. Często coś, co pochodzi z zewnątrz, z innej, pozornie obcej kultury, staje się precyzyjnym narzędziem do opowiadania o własnych emocjach, pozycji, historii – mówi Jakub Gawkowski, kurator wystawy w Muzeum Sztuki w Łodzi, na której można oglądać prace Williamsa.
– Mógłbym być garncarzem. Chciałbym tworzyć coś materialnego, z czego można by korzystać, co można by podziwiać, a co z ziemią się wiąże. Bo garncarstwo jest związane z ziemią, jak żadna inna sztuka. To sublimacja tego, z czego powstaliśmy i w co się zmienimy – mówi Jerzy Jarniewicz, nagrodzony w 2022 roku Nagrodą Literacką „Nike” i Łódzką Nagrodą Literacką im. Juliana Tuwima.
Dokumentaliści opowiadają na ekranie o tragediach i szczęściu, niezwykłych zjawiskach i wyjątkowych ludziach. Relacjonują wojny i dostrzegają heroizm – również anonimowe zmaganie się ze złem i walkę o godność. Ich filmy pełnią funkcję lustra, w którym nieustannie przegląda się społeczeństwo.
Zofia Dwornik miała zostać reżyserką, ale mimo talentu nie mogła realizować własnych filmów. W czasach stalinizmu podczas spotkania z kolegami w internacie Szkoły Filmowej w Łodzi odważyła się powiedzieć, kto stoi za zbrodnią katyńską. Te słowa wypowiedziane przy ul. Targowej zaprowadziły ją do więzienia przy ul. Gdańskiej. To dzisiejsza siedziba Muzeum Tradycji Niepodległościowych, gdzie niedawno zrealizowano słuchowisko „Post mortem. Historia Zofii Dwornik”. Rozmawiamy z jego reżyserem (absolwentem Szkoły Filmowej) i współscenarzystą Mikołajem Szczęsnym.
Showcase – to słowo w muzycznym żargonie oznacza imprezę, podczas której w niewielkich klubach prezentują się młode zespoły chcące przebić się do głównego nurtu, zwrócić na siebie uwagę branży i publiczności, trafić na wielkie sceny. Czy takim miejscem stała się Łódź za sprawą Great September Showcase Festival & Conference? Czy jakiś wykonawca się tu wybił? Jeszcze nie teraz. Muzyczne olśnienia tym razem mnie ominęły, choć marzy mi się, by kiedyś to się w Łodzi wydarzyło.
– Znalazłem kiedyś płytę Chopina i od razu zakochałem się w tej muzyce. Moi rodzice wspominają, że jako kilkuletni chłopiec kazałem sobie odtwarzać te utwory do snu – mówi Wojciech Niedziółka, który w październiku był uczestnikiem 16. Międzynarodowego Konkursu Skrzypcowego im. Henryka Wieniawskiego w Poznaniu i jednocześnie zaczął studia na Akademii Muzycznej w Łodzi.
Teatr alternatywny nie ma już ambicji zmieniania świata. Przestał być źródłem poczucia misji – uczestnictwa w ważkim procesie objawiania prawdy. Wciąż są jednak ludzie, którzy chcą robić teatr. Choć ich motywacje może nie są „wielkie”, w dzisiejszych czasach nadają istotny sens pracy na scenie. Oczywiście mogą być różne, ale w rzeczywistości utkanej z pozornych relacji, pustych emocji i wrażeń na pokaz, koncentrują się wokół potrzeby autentycznego spotkania, szczerej bliskości z drugim człowiekiem i rozmowy twarzą w twarz o tym, co ważne. Robienie teatru stało się ważniejsze niż efekt końcowy.
Z końcem grudnia miną cztery lata od formalnego rozpoczęcia działalności zorganizowanego w Szkole Filmowej w Łodzi Laboratorium Narracji Wizualnych. Skończy się wtedy jego finansowanie w ramach „Regionalnej Inicjatywy Doskonałości”. Dalsze istnienie Labu stanie pod znakiem zapytania. – Byłaby wielka szkoda, gdyby nasza wiedza i kompetencje miały ulec rozproszeniu – mówi jego szef, Krzysztof PIJARSKI. – Tym bardziej że zweryfikowaliśmy wiele naszych założeń i dopiero teraz wiemy, jak to wszystko należy robić.