Kiedy Anna Paliga oskarżyła wykładowców Szkoły Filmowej w Łodzi o stosowanie przemocy wobec studentów, tama pękła. Sieć zalała fala komentarzy, oświadczeń, doniesień. Publicznie oskarżeni stanęli pod pręgierzem, medialne wyroki zapadły bez prawa do obrony. Teraz, kiedy emocje już nieco opadły, włączając się w nurt nielicznych publikacji analizujących sytuację, spróbowaliśmy pokazać w „Kalejdoskopie”, jak złożony, delikatny i nieoczywisty jest to problem. Zastanowić się, co musimy zrobić, by teatr stał się miejscem bezpiecznym.
Naszło mnie na „Szyfry” Hasa, może to podświadoma potrzeba powrotów do Hasa, zastępowania Hasem innych. Bo on był jednak ponad innymi. „Szyfry”: film chwilami psychodeliczny, ale ta psychodelia – zamknięta głównie w genialnie obsadzonej Irenie Eichlerównie, teatralnej heroinie, której tylko ten jeden raz udało się zagrać w kinie rolę na miarę osobowości – to była psychodelia powojennej traumy, skutek szram, szyfrów pamięci do świata minionego, do którego nie ma już dostępu. Bo była wojna, zabrała Zofii dziecko, zostawiła zgliszcza.
Po sukcesach w galeriach europejskich i amerykańskich Agnieszka Kurant wraca do rodzinnej Łodzi z wystawą „Erroryzm”. Tytułowa praca ma formę holograficznej projekcji – dzięki nowoczesnej technologii trójwymiarowy obraz widzimy jako zawieszony w powietrzu. Animacje przedstawiają prace wygenerowane przez sztuczną inteligencję na podstawie wcześniejszych dzieł i tekstów artystki. Mówiąc prościej: algorytmy stworzyły Agnieszce Kurant kilka nowych prac w jej stylu i pokazały je nam w trójwymiarowej formie. Nie jestem pewien, czy algorytmy nie wygenerowały też kuratorskich opisów z katalogu wystawy.
– Proszę sobie wyobrazić: dwa miesiące ciężkiej pracy i nagle, pięć czy 10 dni przed premierą, gdy wszystko jest już gotowe, przedstawienie zostaje odwołane… Aktorzy to dosłownie odchorowują. W kolejnym terminie trzeba wykrzesać z siebie nową energię – mówi Jakub Szydłowski, reżyser „Pretty Woman”. Premiera w Teatrze Muzycznym 25 września – prawdopodobnie…
TEMAT NUMERU. Szukają odpowiedzi na najważniejsze pytania, podobnie jak czynią to mężczyźni. Patrząc jednak z kobiecej perspektywy, szukają własnego języka. Nie omijają spraw trudnych. Budują świat z mikrośladów. Zapisują przemijanie i śmierć. Ich poezja jest delikatna i brutalna, eteryczna i dosadnie biologiczna, gęsta od znaczeń. Nie chcą patrzeć na świat przez męskie soczewki, odrzucają skrzynkę z męskimi narzędziami. Próbują nie zapomnieć, że są kobietami.
To, co robi Alles, czyli duet Marcin Regucki (muzyka) i Paweł Strzelec (teksty, wokal), to porywający muzyczny teatr. Dramę budują wypowiadane, wykrzykiwane, melodeklamowane, śpiewane frazy-hasła, niczym paczki skondensowanych znaczeń, same w sobie będące mikrohistoriami. Nierzadko trudną do zwerbalizowania istotę problemów człowieka ze światem i z sobą Strzelec potrafi ująć w krótkie, pozornie zwykłe zdanie. „Wokal” przypomina zespoły nowofalowe połowy lat 80. XX wieku. Zwięzłość jest siłą i znakiem rozpoznawczym Alles, jak jednowyrazowe tytuły albumów i prawie wszystkich utworów.
20. Fotofestiwal, poświęcony przede wszystkim sztuce łódzkiej w najróżniejszych odsłonach, rozniósł się po całym mieście. Główna wystawa – „Reinkarnacje” to autorski wybór prac 35 twórców związanych z Łodzią, dokonany przez Józefa Robakowskiego. Tak ten wybitny artysta i organizator życia artystycznego widzi w tym momencie łódzką sztukę – patrząc szeroko, kierując uwagę na trzy pokolenia: i na mainstream, i na pobocza (w tym „podziemia”), i na twórczość sprzed lat, i na tę najaktualniejszą, na dojrzałą i na początkującą. To spojrzenie zaciekawione, życzliwe, wspierające – i oczywiście wybiórcze, bo nie da się nim objąć wszystkiego.
To działa niepostrzeżenie, stopniowo przyzwyczajamy się, uzależniamy. Opanowuje nas głód ciągłej obecności online i towarzyszący mu lęk, że ominie nas coś ważnego, gdy nie będziemy połączeni z siecią. Nowe media kuszą kolejnymi atrakcjami, większymi możliwościami, ułatwiają pracę, kontakt ze światem, przyjaciółmi, dostarczają rozrywek, nowych przeżyć. Nasza kulturowa egzystencja przenosi się do mediów. Zmieniamy się. Nowy człowiek ma rękę zakończoną ekranem, choć to tylko stadium przejściowe. Będziemy częścią sieci bez protez, łączników i adapterów – interfejs niebawem znajdzie się w naszym mózgu. Kontrola stanie się bardziej doskonała.
– Pandemia pozwoliła spojrzeć z dystansu i wyciągnąć wnioski: kto jest kim, ile warte są przyjaźnie. Każdy tęskni, odczuwa brak, ale przyzwyczailiśmy się. Jest woda, chleb, Internet, co prawda obniżyła się jakość życia, ale mamy pracę, spotykamy się na domówkach czy na „tajnych kompletach”. Gdy dokręcają nam śrubę, bierzemy bębny i jedziemy krzyczeć na ulicach Warszawy – mówią Marcin REGUCKI i Paweł STRZELEC z zespołu ALLES.
„Marek Kądziela Jazz Ensemble” to album pochodzącego z Opoczna, a mieszkającego w Łodzi gitarzysty eksperymentatora. Tytuł sporo mówi, choć skojarzenia, które przywołuje, nie całkiem są zgodne z tym, co znajdujemy na płycie. To zresztą najważniejsza cecha twórczości Marka Kądzieli: jego muzyka jest różnorodna, może sprawiać wrażenie eklektycznej (pod takim stwierdzeniem podpisuje się sam artysta), ale jednocześnie wymyka się schematom i nieustannie zaskakuje.

